Towarzystwo
Przyjaciół Świlczy

Towarzystwo Przyjaciół Świlczy

Szpital ubogich w Świlczy

Fundacja szpitala

Instytucją oddaną w opiekę i zarząd świleckiego kościoła był szpital. Stanowił on swego rodzaju dom opieki i azyl dla poniewierających się po parafii ubogich. Przytułek parafialny spełniał rolę nie tylko instytucji religijnej i charytatywnej. Był jednym z elementów funkcjonującego wówczas układu społeczno-gospodarczego.

Według dokumentów fundacyjnych miał służyć weteranom pracy folwarcznej, którzy:
[...] na pańskich robotach się wyrobili, albo jakim przypadkiem do ubóstwa, albo złego zdrowia i ułomności jakiej przyszli.
[Archiwum Archidiecezjalne w Przemyślu, sygn. 1739. Akta parafii Świlcza, t. II., s.83.]

Szpital świlecki powstał już, na początku XVII wieku. Artykuł 14. ustawy wiejskiej z roku1628, potwierdza jego istnienie, oraz konieczność reorganizacji w nowych warunkach gospodarczych, gdy Świlczę z rąk Stanisław Lubomirskiego przejął Mikołaj Spytek Ligęza. Jednakże wiekopomnym fundatorem świleckiego szpitala jawi się kasztelan sandomierski, który ufundował w sumie 12 zakładów i zapewnił schronienie 128 osobom. Erygował je wspólnym dokumentem fundacyjnym, wystawionym 30 kwietnia 1631 roku na zamku rzeszowskim. W przypadku Świlczy, Ligęza dokumentem z 30 IV 1631 roku potwierdził swą fundację w nieco zmodyfikowanej formie: wg ustawy szpital miał dawać schronienie przynajmniej 12 osobom, w dokumencie z 1631 roku fundacja przewidywała 10 osób. Ligęza edyktem z 11 lutego 1635 roku przekazał dokument fundacyjny gromadzie świleckiej, oraz zobowiązał księdza proboszcza do opieki przytułkiem. Zobowiązywał i przestrzegał swoich następców i sukcesorów, aby nie uszczuplali nadań szpitalnych, a także, aby w razie pożaru odbudowali go w przeciągu sześciu tygodni.

Uposażenie
Uposażenie szpitala stanowiła rola na Kamyszynie i ogród. Dodatkowo Mikołaj Spytek Ligęza zagwarantował coroczne legumina z pańskiej spiżarni: 5 mac jęczmienia, 1 korzec owsa na gruce (w okresie Wielkiego Postu), pół korca grochu, 1 wieprz, 20 kwart masła, 40 kwart sera, cielę lub barana z folwarku na Boże Narodzenie (Gody) i Wielkanoc. Na te święta przysługiwało ubogim także pół beczki piwa. Na opał miano dostarczać szpitalowi 3 wozy drewna na tydzień w ciągu zimy (,,od Świętego Marcina do wiosny"), a w lecie 1 wóz suchych drew tygodniowo. Osobnym uposażeniem świleckich ubogich był roczny czynsz w wysokości 40 złotych polskich z przeznaczeniem na mięso i śledzie. Ligęza zapewniał im także corocznie ubrania: 10 sukien i 10 par trzewików (trzewiki wydawane były ,,na Święty Marcin" tj. 11 XI).Przywilej gwarantował szpitalowi pewną samorządność w corocznym wyborze „starszego szpitala".

Powinności ubogich
Fundator stawiał również pewne wymagania ubogim w zamian za opiekę. Powinności te dotyczyły głównie modlitw za fundatora i jego rodzinę. Codziennie mieli oni odmawiać:
[...] pięć pacierzy i jedno credo przed ołtarzem wielkim padłszy krzyżem na ziemię [...] za grzechy fundatora i jego rodziny.
[Archiwum Archidiecezjalne w Przemyślu, sygn. 1739. Akta parafii Świlcza, t. II., s.87.]
Powszechne było pociąganie „dziadów i baby szpitalne" do praktycznych usług w stosunku do kościoła parafialnego np.: sprzątanie, przygotowywanie wody i światła na mszę, poruszanie miechów przy organach. W 2. poł. XIX wieku zyskali oni swoistą użyteczność społeczną. W czasach księdza proboszcza Wincentego Poznalskiego (1867-1875) wszystkie nieślubne dzieci z parafii trzymane były do chrztu przez ubogich szpitalnych (pauperes xenodochii).

W XIX stuleciu
Uposażenie szpitala świleckiego zmieniło się w ciągu dziesięcioleci XVII, XVIII i pocz. XIX wieku. Pod koniec XVIII wieku dochody szpitalne pochodziły z czynszu, z 10 morgowej roli na Kamyszynie, dwóch bud stojących nad rzeczką (rzemieślniczych warsztatów), z ordynarii kwartałami z dworu wydawanej (na rok: 4 korce żyta, 4 korce jęczmienia, 1 korzec tatarski)[1]. Rola kamyszyńska, zwana też szpitalówką była podzielona na dwie części. W 1792 roku dzierżawili ją Jacenty Worosz i Walenty Chmaj. W 1820 roku do sumy uposażenia doszła hipoteka z lwowskiej kamienicy.

Budynek szpitala
Istotny był również sam budynek szpitala. Do końca XVIII wieku była to budowla drewniana, stojąca za kościołem przy moście nad rzeczką. Taki opis szpitala zamieścił wizytator w 1781 roku:
[...] dom szpitalny z drzewa starego z przydatkiem podwalin, drzwi i sztuk niektórych nowych, w węgły budowany, dach na wiązaniu i słupach mający, słomą pokryty.
[Archiwum Archidiecezjalne w Przemyślu, sygn. 1739. Akta parafii Świlcza, t. II., s.75-76.]
Budynek świleckiego szpitala w XVIII wieku. Miał układ dwóch bliźniaczych izb z komorami, przedzielonych sienią, który zawdzięczał rygorystycznym zarządzeniom władz kościelnych nakazujących budowę osobnych izb: tzw. ,,dziadowskich" (dla mężczyzn) i ,,babskich" (dla kobiet).
W pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku ufundowano nowy dom szpitalny w miejscu i formie w jakiej istniał 150 lat. Ziemia na której wystawiono budynek została nabyta od kmiecia Józefa Paci. Inwestycja kierował ówczesny proboszcz ks. Paweł Nawrocki. W 1955 roku budynek został przejęty Zarząd Gminy i rozebrany. Zasypano wówczas także sadzawkę przylegającą po szpitala od południa. Miejsce po dawnym szpitalu zajmuje dom i ogród p. Lubowicza. Na dawnej sadzawce stoi częściowo Ośrodek Zdrowia, częściowo wykorzystano je na ogródek należący do ośrodka.

Źródło: A. Szary, Dzieje wsi Świlcza w czasach nowożytnych, Świlcza 2002

Więcej ...

Ochotnicza Straż Pożarna w Świlczy

Geneza
Genezy Ochotniczych Straży Pożarnych należy szukać w czasach pańszczyźnianych, galicyjskich a nawet staropolskich (XVII - 1. poł. XIX w.) - w zarządzeniach panów feudalnych i przepisach władz zaborczych dotyczących bezpieczeństwa przeciwpożarowego (w Galicji począwszy od patentu cesarskiego z 28 lipca 1786 r.) i samopomocy sąsiedzkiej w obliczu tragedii strasznego żywiołu (grozę tego strasznego żywiołu podkreśla nawet hymn kościelny: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie!").

Z drugiej strony asumptem do przedsięwzięcia zorganizowanej formy obrony przed pożarami były istniejące w niektórych wsiach i miasteczkach straże kościelne, mające swój rodowód, nierzadko, cechowy - bracki, a których zasadniczym celem było zaciąganie warty przy Grobie Pańskim w okresie Wielkanocnym i przygotowywaniem Szopki Bożonarodzeniowej. Trzecim ogniwem, które łączyło powstanie nowego typu straży pożarnych z czasami feudalnymi były, utrzymywane przez niektóre gromady, stróże nocne - pełniący je chłopi zobowiązani byli w razie dostrzeżenia pożaru postawić na nogi całą wieś trąbieniem na specjalnych rogach lub biciem w dzwony (zwykle sygnał dawano szybkimi uderzeniami w jedną stronę dzwonu). W interesującej nas gromadzie Świlcza na skutek braku odpowiednich źródeł pisanych trudno wyodrębnić udział i rolę tych poszczególnych asumptów w powstaniu ochotniczej straży pożarnej. Jak utrzymuje lokalna tradycja spisana w 1972 r. w Kronice OSP Świlcza powstała ona właśnie z przetworzenia straży kościelnej. Źródła kościelne potwierdzają jej istnienie, z przerwami, w 1. poł. XIX w. Podczas wizytowania parafii przez dziekana rzeszowskiego ks. Leopolda Olcyngiera (24 VI 1841 r.), na pytanie kanonicznego wywiadu (scrutinium) skierowane do ówczesnych urzędników wiejskich, Wawrzyńca Franczyka i Kazimierza Paci: „Czyli straże nocne przy kościele gromada utrzymuje?", urzędnicy odpowiedzieli: „Od pewnego czasu, może już ze 4 lata, zupełnie ustały" [ AAP, sygn. 1738, s.219.]. Trudno określić do końca jej role w społeczności parafialnej i wiejskiej. Być może związana była z istniejącym w ówczesnej Świlczy cechem garbarzy i wypełniała tylko zarezerwowane zwykle cechom funkcje liturgiczne - obstawa Grobu i organizacja Szopki? Jednak jak wiadomo w miastach pierwotnie obronę przeciwpożarową powierzano cechom. Być może tradycja, która widzi w świleckiej straży ogniowej emanację straży kościelnej sugerowała się tylko ich podobnym, paramilitarnym charakterem organizacyjnym i konkretnymi osobami, które wywodząc się ze straży kościelnej zorganizowały straż pożarną? Postaciami takimi mieli być Jakub Pacia - założyciel straży kościelnej i Józef Czach - wójt świlecki w okresie powstawania straży pożarnej. Samo zaś powstanie idei i czynu utworzenia organizacji strażackiej w Świlczy miało głębszy, ogólnogalicyjski wymiar: upowszechnienia się przeniesionej z Kongresówki idei pracy organicznej (tworzącej się po upadku powstania styczniowego, po 1863 r.), tworzenia się w galicyjskich chłopach świadomości narodowej i społeczno - obywatelskiej, także w ustawach rządowych - o gminach i o stowarzyszeniach (z 1866 i 1867 r.).

Początki straży pożarnej w Świlczy
Powstanie Straży Pożarnej w Świlczy wiąże się z wielkim pożarem tejże wsi w roku 1871[Kronika OSP]. Mieszkańcy Świlczy wyciągnąwszy naukę po doznanej tragedii i biorąc przykład z okolicznych miast (przede wszystkim Rzeszowa, gdzie na krótko przed 1872 r. zawiązywała się Ochotnicza Straż Pożarna [Głos Rzeszowski, R. XI. Nr 5 (z 2 II 1908 r.), s. 3.]) utworzyli takąż organizację w swej wsi. Tradycja wspomina też o nauczycielach i księżach miejscowych wspierających tę zacną organizację w początkach jej działalności. Należy tu jednak zweryfikować utarty pogląd, iż współzałożycielem pożarnictwa w Świlczy był długoletni i skądinąd zasłużony kierownik szkoły, Franciszek Synowiec, przybyły jednak nieco później do wsi, bo w 1885 r. Chcąc utrzymać tezę o walnym udziale któregoś z nauczycieli szkoły ludowej w pierwszym okresie istnienia straży należałoby te zasługi przypisać jej pierwszemu nauczycielowi, Karolowi Gardzielowi (1875 - 1880). Nie mniej jednak F. Synowiec mógł wspierać świleckich strażaków w dalszych etapach ich ochotniczej działalności - i na pewno tak czynił skoro tradycja przypisała mu tak zaszczytne osiągnięcia.

Wyposażenie i szkolenia
Pierwotnie jednostka nie była imponująco wyposażona, jej ekwipunek pożarniczy stanowiły ręczne, drewniane sikawki, konewki, osęki i drabiny. W roku 1894 i 1904 zostały zakupione pierwsze ręczne pompy - sikawki, a w 1904 r. dodatkowo beczkowóz [Kronika OSP]. Było to możliwe dzięki ofiarności świleckich gospodarzy, rozumieli potrzebę istnienia organizacji strażackiej. Fakt akceptacji społecznej i zaufania Świlczan dla tej zacnej, pożarniczej idei owocował dodatkowo licznym gronem członków Straży Pożarnej. Bezpośrednimi organizatorami i animatorami świleckiego pożarnictwa w pierwszych latach jego istnienia (przełom XIX i XX w.) byli: Jacenty Lasota - komendant, Marek Kokoszka i Walenty Boczkaj - zastępcy komendanta oraz ówczesny wójt, Józef Kokoszka [Kronika OSP]. Pierwsza wzmianka źródłowa o akcji ratowniczej strażaków pochodzi z 1886 roku. Powstały wówczas duży pożar w Świlczy (strawił 8 włościańskich domów) „zlokalizowała" (ugasiła) miejscowa straż pożarna [Kurier Rzeszowski, R. IV. nr 27 (z 10 X 1886), s. 3.] . W pierwszych latach XX w., kiedy powstawały licznie Straże Pożarne w wielu podrzeszowskich wsiach, zakładane pod egidą włościańskich Kółek Rolniczych, wytworzyły się zręby organizacyjne na szerszym, powiatowym szczeblu działalności. Zaczęto organizować niezbędne, kilkudniowe kursy z zakresu obrony przeciwpożarowej i pierwszej pomocy [Głos Rzeszowski, R. VIII. nr 40 (z 2 X 1904), s. 3; Głos Rzeszowski, R. XIV. nr 41 (z 9 X 1910), s. 3.].

Trzeba zaznaczyć, że ówcześnie Straże Pożarne, w tym także świlecka, aktywnie uczestniczyły nie tylko w akcjach pożarniczych, lecz również wspierały obywatelskie inicjatywy włościan. Tak na przykład strażacy ze Świlczy wzięli udział w uroczystym otwarciu trzcieńskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół", które odbyło się 18 lipca 1909 r. [Głos Rzeszowski, R. XIII. nr 30 (z 25 VII 1909),s. 3.]. W roku 1910 czynnie uczestniczyli w organizacji uroczystości obchodu 500 rocznicy victorii grunwaldzkiej, uświetniając również paradę odsłonięcia pomnika, „krzyża grunwaldzkiego", 18 czerwca 1910 r. [APRz, Historia szkoły, s. 7.]. Lata I wojny światowej mocno osłabiły działalność strażacką w Świlczy. Większość członków straży powołano do wojska, a sprzęt nie konserwowany i nie pilnowany został w większej części zaprzepaszczony.

W odrodzonej II Rzeczypospolitej
W okresie po odzyskaniu niepodległości, szczególnie w latach 30. XX w., kiedy władzom państwowym przyświecały idee sanacyjne - podporządkowania wszelkich aspektów życia społecznego państwu - ochotnicze organizacje strażackie mające charakter paramilitarny zyskały szczególne znaczenie dla rządzących i uznanie u obywateli. Podstawowe cele statutowe ochotniczej Straży ogniowej zawierały się w trzech punktach: „[...] utrzymanie pogotowia straży, przestrzeganie bezpieczeństwa ogniowego, niesienie pomocy, ratowanie życia i mienia obywateli" [Gazeta Rzeszowska, R. VI. nr 16 (z 16 IV 1933), s. 3.]. Obok organizowanych kursów na szczeblu powiatowym przeprowadzano poligonowe manewry strażackie w oparciu o gminne organizacje obrony przeciwpożarowej (nowych, powstałych w 1934 r. gmin zbiorowych - w tym przypadku gminy Świlcza). Pierwsze duże manewry strażackie na szczeblu gminnym zorganizowano w Świlczy 26 lutego 1935 r. Oto jak je opisywała Gazeta Rzeszowska:

„Manewry strażackie. Manewry mają na celu: a) kontrolę gotowości bojowej, b) kontrolę wyszkolenia bojowego i taktycznego straży, c) zaprawienie kilku straży do współdziałania przy pożarze, d) zaprawienie ludności cywilnej do wspólnego działania ze strażami, e) kontrolę sprawności alarmowej w strażach, f) przygotowanie obrony poszczególnych ważnych obiektów.

Na podstawie wyżej przytoczonych celów, zarządzono w Świlczy, dnia 26 ub. m. manewry strażackie. Miały one charakter zwykły tzn. termin i miejsce były z góry w planie działalności przewidziane, w odróżnieniu od alarmów, które są niespodziewane, zarządzane bez uprzedniego powiadomienia.

Do wykonania powyższego zadania powołano straże pożarne mieszczące się w obrębie gminy zbiorowej Świlcza, które tworzą równocześnie rejon strażacki. Są to straże pożarne: Świlcza, Trzciana, Bratkowice I i II, Dąbrowa, Bzianka, Woliczka, Mrowla, Rudna Wielka, Rudna Mała, Pogwizdów Nowy.

Zbiórkę zaznaczono na godz. 13 przed remizą strażacką w Świlczy. Szczegółowy raport od zebranych straży w liczbie 92 strażaków, zdał instr. [instruktorowi] pożarniczemu [Aleksandrowi Majerowiczowi, przyp. A.Sz.] naczelnik rejonowy Kawalec Józef. Zainteresowanie ze strony straży oraz miejscowej ludności było wielkie. Świadczy o tym fakt wzięcia udziału w ćwiczeniach prezesa straży w Świlczy oraz z Woliczki. Przeprowadzono ćwiczenia szkolne kolejno przez poszczególne straże, a także ćwiczenia bojowe na podstawie wydanego założenia.

Ćwiczenia bojowe z punktu widzenia przeciwpożarowego miało wielkie znaczenie, dlatego też na ich wykonanie zwrócono wielką uwagę.

Po zakończeniu ćwiczeń nastąpiło szczegółowe omówienie, które miało na celu wyeliminowanie wszystkich niedomagań na polu prac strażackich.

Tak upłynął dzień strażacki w Świlczy."

[Gazeta Rzeszowska, R. VIII. nr 132 (z 24 III 1935), s. 4.]

Trzeba zaznaczyć, że już w okresie międzywojennym Straż Pożarna w Świlczy posiadała własną remizę, wybudowaną w latach 1925-1926. Był to jeszcze budynek drewniany niezbyt imponujących rozmiarów, zlokalizowany kilkadziesiąt metrów na południe od starego budynku gminy, w sąsiedztwie (również południowym) nowopowstającej wówczas szkoły. Niewielkie gabaryty remizy pozwalały w zupełności spełniać jej zasadniczy cel jako wozowni dla ręcznej pompy ciągniętej przez konie. Komendantami straży byli wówczas Franciszek Majka i Wawrzyniec Zdun, a jednostka liczyła ok. 30 strażaków.

Wojna i okupacja
W czasie trwania działań wojennych i okupacji niemieckiej Straż Pożarna ze Świlczy z uporem broniła się przed przymusową, wynikającą z natury tego zawodu kolaboracją (podobnie jak w przypadku kolejarzy i policjantów). Nie udało się użyć jej okupantowi w żadnej akcji represyjnej, choć próbowano wykorzystać strażaków m.in. w przymusowych wartach nocnych przed budynkiem policji (od 30 listopada 1942 r., kiedy nasiliły się dywersyjne akcje partyzanckie). Jedynym charakterem zadań, do jakich dała nakłonić się świlecka Straż zreorganizowana w 1941 r. była pomoc, głównie ludności cywilnej - sąsiadom, w zakresie obrony przeciwpożarowej, przeciwlotniczej i sanitarnej, którą na co dzień realizowali strażacy pełniąc tygodniowe dyżury i czuwając nad bezpieczeństwem pożarowym. Członkowie Straży Pożarnej zwolnieni byli z innych przymusowych prac i podwód na rzecz okupantów niemieckich. Mieli wyznaczonych do dyspozycji 4 pary koni. Członkostwo w Straży nie straciło na popularności w czasie II wojny światowej - na co niemały wpływ miało utrzymanie przedwojennego wyglądu strażackiego munduru - należało do niej w tym czasie 22 Świlczan [Mikosz, Świlcza, s. 50.].

W czasach PRL-u
W okresie powojennym, charakteryzującym się dużym i szybkim rozwojem gospodarczym i postępem technologicznym, świlecka Ochotnicza Straż Pożarna ulec musiała sporym przeobrażeniom. Postęp konieczny był w przysposabianym nowym sprzęcie pożarniczym i zapleczu gospodarczym, na miarę nowych czasów. Tak doszło w latach 50. XX w. do budowy nowej remizy strażackiej, oddanej do użytku w 1959 r., mieszczącej 2 garaże, dyżurkę, salę widowiskową, pomieszczenie dla Koła Gospodyń Wiejskich i dla urzędu pocztowego. Obecnie zaś, na progu XXI w., budynek ten ma przejść gruntowną przebudowę, zwiększającą jego kubaturę dla nowych wciąż wzrastających potrzeb społecznych. Innego rodzaju inwestycjami było sukcesywne nabywanie i renowacja sprzętu pożarniczego w postaci kolejnych motopomp spalinowych w 1946 i 1961 r., samochodów bojowych: „Stara 25" (1964 r.) i „Stara 200" (od 21 listopada 1999 r.) oraz innych pomniejszych akcesoriów stale uzupełnianych i odnawianych. Rytm życia świleckiej jednostce nadawali w okresie powojennym (2. poł. XX w.) kolejni członkowie zarządu i komendanci, ludzie nieprzeciętnej osobowości i dużego zaangażowania społecznego: Bronisław Batóg, Eugeniusz Batóg, Stanisław Batóg, Andrzej Biały, Stanisław Biały, Władysław Biały, Mieczysław Chrząstek, Tomasz Cioch, Józef Cisło, Marian Ciupak, Walenty Czach, Józef Delikat, Stanisław Delikat, Julian Filarowski, Józef Grabowski, Bronisław Kokoszka, Jan Kubicz, Tomasz Leś, Antoni Litwa, Józef Litwa, Eugeniusz Lubas, Zbigniew Lubas, Józef Machowski, Andrzej Majka, Franciszek Majka, Józef Majka, Tomasz Miś, Stanisław Nowak, Józef Osetkowski, Jan Pięta, Eugeniusz Pinkowski, Tadeusz Pinkowski, Roman Prokop, Jan Rykiel, Franciszek Rządeczka, Jan Rządeczka, Michał Salach, Tomasz Skrzypek, Walenty Wątroba, Tomasz Wisz, Wawrzyniec Zdun itd. W 2. poł. XX w., u progu jubileuszu 100-lecia działalności (w 1972 r.), tak pisał o poczynaniach Ochotniczej Straży Pożarnej w Świlczy relacjonujący uroczystości jubileuszowe, Stanisław Dziedzic:

„[...] Domeną działalności OSP w Świlczy jest nie tylko dbałość o stan bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Zrzeszając 50 członków, bierze aktywny udział w budowie dróg lokalnych, przychodni rejonowej, gazyfikacji zagród i rozbudowie szkoły podstawowej. Patronuje też pracy k. o., a począwszy od 1961 r., planowej przebudowie wsi [...]. Dzięki tego rodzaju staraniom we wsi poważnie wzrósł poziom zabezpieczenia przeciwpożarowego [...]"

[Dziedzic, Jubileusz].

Na uroczystości został jednostce wręczony sztandar, odznaczony równocześnie „Złotym Znakiem Związku OSP".

Dzień dzisiejszy
Działalności Straży, która oprócz utrzymywania bezpieczeństwa przeciwpożarowego skupia się wokół organizowania imprez kulturalnych oraz wspierania inicjatyw społecznych nadal wypełnia całoroczny kalendarz zadań. Na pierwsze miejsce wysuwa się głęboko zakorzeniona w historii działalność na niwie parafialnej - wspieranie komitetu remontu kościoła, uświetnianie uroczystości kościelnych (w tym honorowa warta przy Grobie Pańskim) itp. Ważnym etapem w działalności OSP Świlcza było włączenie jej 24 czerwca 1997 r. (przy okazji jubileuszu 125-lecia działalności) do krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego jako jednej z najlepiej zorganizowanych i wyposażonych jednostek pożarniczych gminy Świlcza. Obecnie Straż Pożarną w Świlczy tworzy blisko 60 druhów. Podczas obchodów jubileuszu 135-lecia jednostka OSP Świlcza otrzymała nowy lekki samochód ratowniczo-gaśniczy.

Świleccy strażacy pełniący honorową wartę przy Grobie Pańskim, przed wejściem do starego kościoła (lata 40. XX w.). Fot. Kronika
Świleccy strażacy pełniący honorową wartę przy Grobie Pańskim, przed wejściem do starego kościoła (lata 40. XX w.). Fot. Kronika
Ochotniczej Straży Pożarnej w Świlczy
Remiza Ochotniczej Straży Pożarnej w Świlczy oddana do użytku w 1959 r. Fot. Józef Zdun 1977 r.
Remiza Ochotniczej Straży Pożarnej w Świlczy oddana do użytku w 1959 r. Fot. Józef Zdun 1977 r.
Pierwszy samochód bojowy świleckich strażaków - „Star 25” – po uroczystym przekazaniu w 1964 r. Fot. Józef Zdun
Pierwszy samochód bojowy świleckich strażaków - „Star 25” – po uroczystym przekazaniu w 1964 r. Fot. Józef Zdun
21 listopada 1999 r. Załoga nowego wozu bojowego „Star 200”. Stoją od lewej: Andrzej Rządeczka – komendant OSP Świlcza, Marcin Miłek, Krzysztof Zając, Paweł Zając i Arkadiusz Biega (na zdjęciu brak kierowcy, Jacka Salacha). Fot. Kronika OSP Świlcza
29 lipca 2007 r. Nowy samochód ratowniczo-gaśniczy przekazany OSP Świlcza z okazji jubileuszu 135-lecia jednostki. Fot. Z. Lis
Więcej ...

Kasa Stefczyka

Kasa Stefczyka

W latach 80. XIX wieku powstała w Świlczy kasa pożyczkowa. Była to agenda gminy a jej istnienie i wysokość wkładu pieniężnego skrzętnie odnotowywały Szematyzmy galicyjskie. W 1884 roku świlczanie dysponowali kwotą 821 złotych reńskich i 35 centów.

W kilka lat później została założona kasa typu Raiffeisena. Jej pomysłodawcą i organizatorem był kierownik szkoły Franciszek Synowiec, szwagier ówczesnego proboszcza ks. Ignacego Węgrzynowskiego. Była to wiejska spółdzielnia oszczędnościowo-pożyczkowa. Skupiała włościan, miejscowych nauczycieli i księży. Ze swego założenia miała przeciwdziałać nędzy i lichwiarskim pożyczkom żydowskim. Wspierała przedsiębiorczość i oddolne inicjatywy społeczne. W 1924 roku przyjęła nazwę Kasy Stefczyka (po śmierci Franciszka Stefczyka, pierwszego założyciela takiej kasy w Galicji).

Kasa Stefczyka cieszyła się dużym zaufanie świlczan. Świadczą o tym liczne wpłaty i różnorodność kont związanych np. z planowaną budową nowego kościoła i zaopatrzeniem jego wieży w nowy zegar („fundusz na zegar na wieży w nowym kościele"), fundusze szkolne, gminne, emigrantów z Ameryki itp.

Wiejska spółdzielnia oszczędnościowo-kredytowa ściśle i skutecznie współdziałała z miejscowym Kółkiem Rolniczym. W Świlczy zostało ono złożone w 1902 roku przez wspomnianego Franciszka Synowca i księdza wikarego Franciszka Wilczewskiego. Niebawem założono także sklep kółkowy rywalizujący z wszędobylskimi sklepikami żydowskimi.

Źródło: A. Szary, Dzieje wsi Świlcza w czasach nowożytnych, Świlcza 2002

Więcej ...

Szkoła w Świlczy W czasach I Rzeczypospolitej

Rozbudowa Zespołu Szkół w Świlczy - lata 1972-1976 (Źródło: swilcza.edu.pl)

W początkach swojego istnienia świlecka szkoła była instytucją pozostającą pod opieką Kościoła. Monopol na oświatę ludową (najniższy stopień) posiadały parafie do czasów austriackich, kiedy cesarzowa Maria Teresa dekretem z 6 XII 1774 roku przekazała szkolnictwo ziem wcielonych (Galicji), władzom państwowym.

Ze względu na brak odpowiednich źródeł nie można ustalić od kiedy istniała w Świlczy szkoła parafialna. Na podstawie analiz specyficznych warunków szkolnictwa w ziemi przemyskiej można przyjąć, że istniało tam nauczanie już w XVI wieku. Pierwsza wzmianka o szkole w Świlczy, pochodzi z protokołu wizytacji alembekowskiej, z 1638 roku. Istniał wówczas w sąsiedztwie kościoła budynek szkolny (domus scholae) w złej kondycji materialnej i potrzebujący naprawy.

Wojny 2. poł. XVII wieku i początków XVIII wieku, przyniosły załamanie wszystkich instytucji społecznych, ze względu na ogólne zubożenie ludności oraz przyćmienie potrzeb wyższego rzędu, w tym nauki. Podczas wizytacji biskupa Jana Szembeka z 1721 roku w szkole świleckiej, znajdującej się w domu organisty nie było żadnych uczniów (nullus frequentat). Notabene również budynek szkolny z tego okresu potrzebował naprawy.

Nauczanie
Uczniami szkół parafialnych byli z reguły młodzi chłopcy, w wieku pozwalającym przyjmować sakramenty (tj. 10-12 lat). Ich ilość była niewielka w stosunku do ogólnej liczby parafian. Cele nauczania formułowano na synodach diecezjalnych (m.in. w 1641 i 1723 r.) ogólnie jako: wychowanie dla potrzeb kościoła, religii i państwa. W praktyce przekładało się to na naukę czytania i pisania, pogłębianą nieraz o wykłady z katechizmu prowadzone przez proboszcza w dni świąteczne. Niski był poziom nauczania parafialnego, bo i nauczyciele parafialni nie posiadali zbyt dużej wiedzy. Byli nimi z reguły organiści (stąd też szkołę utożsamiano często z domem organisty). Ulubioną metodą nauczania było pamięciowe przyswajanie słówek i sentencji przez ucznia. Zadawano nieustannie te same pytania i oczekiwano gotowych odpowiedzi.

W sposobie tym dobrze realizowane było wychowanie dla potrzeb parafii tzn. nauka śpiewu kościelnego i przygotowanie do posług liturgicznych (ministrantura), oraz ogólne wychowanie w posłuszeństwie i karności. Atrybutem władzy nauczycielskiej była rózga. Mimo niezbyt wysokiego poziomu nauczania oraz znikomego oddziaływania na wieś (niska frekwencja), szkoły parafialne stanowiły dla chłopskich dzieci drogę awansu społecznego. Przykładem tego był przypadek świleckiego kmiecia Sebastiana Guta, który miał dwóch synów i obu „dał na nauki", gospodarstwo zaś odsprzedał sąsiadowi, Mikołajowi Misiudzie. Jeden z synów Sebastiana, Maciej, noszący już nazwisko Gutowicz, zostawił własnoręczny podpis na dokumencie sprzedaży ojcowskiej roli w roku 1719.

Pod austriackim zaborem
Ważnym aspektem w historii galicyjskiej wsi było funkcjonowanie w niej szkoły. Niedługo po przejściu polskich ziem w ręce austriackie cesarzowa Maria Teresa zniosła zarząd kościelny nad szkołami (6 XII 1774 r.), oddając je pod opiekę państwa. Dla niższego, ludowego, systemu nauczania nie miało to dużego znaczenia. Zainteresowanie zaborczych władz oświatą młodzieży chłopskiej przypomniało schyłek czasów staropolskich. W schematyzmach diecezjalnych i wizytacjach dziekańskich można znaleźć nieco informacji na temat funkcjonowania szkoły w Świlczy w 1. poł. XIX wieku. Była to w dalszym ciągu szkoła parafialna (pfarrschulen). Jej opiekunem był ówczesny świlecki proboszcz, ks. Andrzej Olko. W czasie wizytacji dziekańskiej z 1823 roku nauka odbywała się w szpitalu ubogich, patronat nad szkołą miał proboszcz, który opłacał nauczyciela. Nauczycielem był Andrzej Głowacki. Na prowadzone przez niego lekcje przychodziło 79 uczniów. Głowacki pełnił równocześnie urząd pisarza gromadzkiego. Kronika parafialna podaje, że nauczycielami w świleckiej parafii byli także organiści. Ostatnim z nich był Marcin Rządeczka, który zmarł w 1875 roku.

Funkcjonowanie szkoły parafialnej w Świlczy wiąże się z osobą ks. Andrzeja Olko, proboszcza w latach 1821-1866. Jej uposażenie roczne stanowiło 35 złotych reńskich i 30 krajcarów, zaś ilość uczniów wahała się od 18 (w 1834 r.) do 303 (w 1845 r.). Nietrudno się zatem domyślić, że nauczanie było wówczas niestałe i uzależnione od prac polowych potencjalnych uczniów, dobrej woli rodziców i księdza, jak również od predyspozycji zawodowych nauczyciela

Szkoła powszechna
Sytuacja zmieniała się w dobie autonomii galicyjskiej, kiedy w myśl ustawy szkolnej z 14 maja 1869 roku i ustawy krajowej z 2 maja 1873 roku przekształcono szkoły ludowe w szkoły pospolite (1-4 klasowe), oraz przekazano je w ręce gmin. Powstały wówczas szkoły etatowe. W 1875 roku C. K. Rada Szkolna Okręgowa w Rzeszowie powołała na nauczyciela szkoły ludowej w Świlczy Karola Gardziela. Rozpoczął się nowy rozdział w świleckiego nauczania. Lekcje prowadzono nadal w szpitalu. W 1879 roku gmina zakupiła plac u Józefa Kędzi i wspierana przez kolejnych proboszczów: ks. Stanisława Spisa i ks. Juliusza Trandę przystąpiła do budowy właściwego budynku. Nową szkołę oddano do użytku w 1881 roku. W roku 1896 przybudowano jej nową salę lekcyjną od strony zachodniej (dokupiwszy pas gruntu od Reginy Gazdowej), a w 1900 roku nadbudowano piętro, jako mieszkanie dla kierownika szkoły. Wcześniejsze mieszkanie, na dole budynku przeznaczono na dodatkową salę lekcyjną. Dziś budynek ten po gruntowej przebudowie stanowi posterunek policji.

Z działalnością oświatową w Świlczy na przełomie XIX i XX wieku wiąże się nieodłącznie postać długoletniego kierownika szkoły, Franciszka Synowca (zm. w 1927 r.) i jego drugiej żony, Marii Synowcowej z Magdów. Rozpoczął on pracę w Świlczy pod koniec 1884 roku, ściągnięty z Borku pod Bochnią przez szwagra, ówczesnego proboszcza świleckiego, ks. Ignacego Węgrzynowskiego. Po śmierci pierwszej żony (siostry ks. Węgrzynowskiego) Franciszek Synowiec poślubił w roku 1909 młodą nauczycielkę Marię Magdę. Synowcowie pracowali na niwie oświaty przez długie lata oddając swe siły lokalnej społeczności, animując i wspierając wiele obywatelskich inicjatyw. Ze starania Towarzystwa Oświaty Ludowej powiatu rzeszowskiego i przy niewątpliwym współudziale szkoły założono w 1883 roku czytelnię ludową w Świlczy, której książki i czasopisma służyły miejscowej ludności. Przede wszystkim pomocne były nauczycielom i młodzieży w ich pracy pedagogicznej.

Więcej ...
  • Kategoria: Wieś

Świlcza - krótka informacja

W odległości 8 km od Rzeszowa (w kierunku północno-zachodnim) leży Świlcza - okazała wieś o bogatej, kilkusetletniej historii. Dzisiejsza Świlcza ma ugruntowaną pozycję w powiecie rzeszowskim jako siedziba gminy - centrum administracyjne najbliższej okolicy. Na uwagę zasługuje ciekawe położenie geograficzne wsi. Usadowiona jest bowiem w połowie na pofałdowanym skrawku Pogórza Karpackiego, w połowie na równinie Rynny Podkarpackiej. Obie te części oddziela droga E-4, pokrywająca się z dawnym traktem handlowym z Małopolski na Ruś.

Świlcza jest starą, ponad sześćsetletnią osadą, której korzenie sięgają XIV stulecia. Jej pierwotna nazwa brzmiała Śvincza. Od zarania dziejów wieś administracyjnie należała do ziemi przemyskiej i województwa ruskiego ze stolicą we Lwowie. Na tym tle równie ciekawie przedstawia się położenia reszty wsi obecnej gminy Świlcza. Połowa z nich: Świlcza, Rudna Wielka, Przybyszówka, Bzianka i Woliczka w czasach staropolskich należały do województwa ruskiego, a druga połowa: Bratkowice, Mrowla, Trzciana, Dąbrowa i Błędowa Zgłobieńska - do województwa sandomierskiego (administracyjnie mieszkańcy tych wsi byli zatem, jedni Rusiami, drudzy Małopolanami). Od początku swego istnienia Świlcza związana była z Rzeszowem. Należała do rozległych dóbr Jana Pakosławica - pierwszego pana na Rzeszowie, po nim do kolejnych jego sukcesorów. W 1. poł. XVII wieku przeszła w gospodarne ręce Mikołaja Spytka Ligęzy, kasztelana sandomierskiego. Zaopatrzył on swoją posiadłość świlecką (razem z sąsiednią Woliczką) w ustawę wiejską, regulującą stosunki pańszczyźniane wewnątrz wsi. Przetrwanie do czasów współczesnych tej ustawy stanowi ewenement w skali południowo - wschodniej Polski.

Częste najazdy nieprzyjacielskie na te pograniczne ziemie (zwłaszcza szczególnie okrutny najazd tatarski Kantymira Murzy z czerwca 1624 r.), a także dodatkowo płynące niebezpieczeństwo z położenia wsi na głównym szlaku komunikacyjnym sprawiły, iż doskonały gospodarz, a przy tym niezgorszy strateg i wódz, kasztelan Ligęza, nakazał we wspomnianej ustawie obwarowanie i uzbrojenie wsi tak, aby mogła się ona skutecznie bronić przed Tatarami.

Historycznie Świlcza to także wiekowa parafia. Metryką dorównuje powstaniu samej osady. Była przy tym parafią bardzo rozległą i ludną. Do 1912 roku tworzyło ją 5 miejscowości: Świlcza z Kamyszynem, Rudna Wielka z Pogwizdowem, Rudna Mała z Rejteradą, Rogoźnica i Woliczka. Łączna suma wiernych wynosiła w 1911 roku 7028. Na samą Świlczę przypadało 3058 dusz. Do dzisiejszego dnia parafię tworzy Świlcza z Woliczką posiadającą kościół filialny oraz Kamyszynem (mającym dojazdową kaplicę). Kamyszyn w średniowieczu funkcjonował jako odrębna wieś.

W ciągu swych długich dziejów Świlcza, prężna gospodarczo i społecznie osada, wyróżniała się zamożnością i postawą obywatelską w szeroko rozumianej okolicy. W czasach feudalnych należała do znamienitych magnackich rodów: Ostrogskich, Lubomirskich i Potockich na przełomie XVIII i w XIX wieku przeszła w ręce hrabiów Skarbek-Borowskich. U schyłku XIX i w początkach XX wieku kilkusethektarowy majątek dworski wykupili żydzi i rozparcelowali dając świlczanom możliwość powiększenia gospodarstw i tym samym wzrost zamożności.

Zaradność mieszkańców wsi potęgował fakt, iż w XIX stuleciu istniał tu wiejski cech garbarzy skupiający się wokół ołtarza św. Walentego. W następnych latach powstawały kolejne organizacje społeczne i bractwa religijne, jak np. w 1864 roku Bractwo Różańcowe, czy w 1872 roku Straż Pożarna.

Koniec XIX wieku i bez mała cały wiek XX przyniósł nowe zjawisko społeczne, szczególnie zauważalne w operatywnej gospodarczo Świlczy: emigrację zarobkową do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Argentyny i Francji. Emigracja pozwoliła nie tylko wzmocnić się ekonomicznie rodzinom tłumnie wyjeżdżających za wielką wodę włościan. Rozszerzała chłopski światopogląd i pozwalała przeszczepić na rodzimy grunt wiele cywilizacyjnie doskonalszych i pożytecznych wzorów.

U progu walk o niepodległość w latach wielkiej europejskiej wojny 1914-1918 Świlcza nie pozostawała na uboczu. Wyszło z niej dwóch zasłużonych legionistów: Stanisław Czajkowski i Józef Kokoszka, późniejszy pułkownik WP, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r. i więzień obozu koncentracyjnego.

Ze Świlczy wyszli także inni wielcy Polacy, którzy swą heroiczną pracą zasłużyli się ojczyźnie. Byli to przede wszystkim: błogosławiony ks. Jan Wojciech Balicki, rektor przemyskiego seminarium i poseł na Sejm Ustawodawczy 1919-1922, członek PSL-u „Piast" Henryk Skrzypek. Świleckie korzenie miał również ppłk Leopold Lis-Kula, którego matka, Elżbieta z Czajkowskich była z pochodzenia świlczanką. Rodowitymi świlczanami byli bracia, profesorowie medycyny i zasłużeni społecznicy, Józef i Stanisław Kubiczowie.

W latach 30. okresu międzywojennego Świlczę spotkało nowe wyróżnienie, od 14 lipca 1934 roku stała się jedną z 11 gmin zbiorowych powiatu rzeszowskiego. To wyróżnienie było równocześnie wyzwaniem i dużym obowiązkiem, który jak się okazało wieś Świlcza wypełniła i wypełnia wzorowo utrzymując do dnia dzisiejszego to zaszczytne przewodnictwo gminy.

Oblicze współczesnej Świlczy zostało ukształtowane wieloma inwestycjami podejmowanymi w kolejnych dziesięcioleciach 2. poł. XX wieku. Były to przede wszystkim hasłowe, ale i wiekopomne, przedsięwzięcia takie jak: elektryfikacja, gazyfikacja, melioryzacja, telefonizacja, kanalizacja. Były inwestycje obiektów kulturalno-oświatowych i religijnych: kościoła, szkoły, przedszkola, domu strażaka itp.

Świlcza rozciąga się na 18, 6 km 2, zamieszkuje ją ok. 3100 mieszkańców. Jest drugą pod względem wielkości (po Bratkowicach) wsią gminy.

Funkcjonują w niej najważniejsze instytucje. Społeczne: gmina i parafia. Kulturalno-oświatowe: przedszkole, szkoła podstawowa i gimnazjum. Związki i towarzystwa: Ochotnicza Straż Pożarna, Koło Gospodyń Wiejskich, Koło Wędkarskie „Karaś", Ludowy Klub Sportowy, Towarzystwo Przyjaciół Świlczy.

Więcej ...

Kościół ŚŚ. Apostołów Szymona i Judy w Świlczy (1636-1967)

[...] aby w nocy i w dzień Twoje oczy patrzyły na tę świątynię. Jest to miejsce, o którym powiedziałeś: „Tam będzie moje Imię" - tak, aby wysłuchać modlitwę, którą zanosi Twój sługa na tym miejscu.
1 Krl 8, 29

A.D. 7 Junii 1636

Najważniejszym miejscem w parafii, wokół którego skupiało się całe życie religijne, był kościół. W zamierzchłych czasach, kiedy sprawy gospodarcze i społeczne porządkował ustrój feudalny, a codzienność przeszywało poczucie zagrożenia wobec czyhających zewsząd niebezpieczeństw - inkastelowana świątynia, jako „miejsce do obrony sposobne", chroniła w swych ścianach dokumenty i kasę gromadzką. Tam też przechowywano wspólną broń, aby w czasie napadu nieprzyjaciół (Tatarów czy grasujących na gościńcu band swawolników i „hultajów czyniących się żołnierzami") mogła przemienić się w „warownię, która ocala". Tę podwójną rolę wypełniał kościół ŚŚ. Apostołów Szymona i Judy w Świlczy.

W świetle poznanych źródeł historycznych nie jest możliwe precyzyjne i jednoznaczne określenie w czasie budowy dawnego kościoła w Świlczy. Inskrypcja wyryta na portalu przy wyjściu z kruchty: „A.D. 7 Junii 1636" (notabene odczytana na trzy sposoby: w Inwentarzu z 1938 r. - jako 7 Junii, w dokumentach konserwatorskich - 2 Junii, a w Kronice parafii - 6 Junii !?), była traktowana przez współczesnych raz jako data erekcji kościoła, innym razem jako data konsekracji. Obie interpretacje wydają się być nie do końca zasadne.

 

Budowa i konsekracja świątyni

Jak zatem można uściślić początki rzeczonego kościoła? Należy przyjąć, iż wybudowano go pomiędzy rokiem 1625 a 1636. Nastąpiło to po zniszczeniu wcześniejszej świątyni przez najazd tatarski Knatemira Murzy w czerwcu 1624 r. Fundatorem nowego podówczas domu Bożego był kasztelan sandomierski Mikołaj Spytek Ligęza h. Półkozic, który wszedł w posiadanie zrujnowanej napadem wsi. Jako kolator parafii doprowadził najpierw do instalacji nowego proboszcza, skoligaconego zeń, Alberta Krasińskiego z Krasnego (5 maja 1625 r.). Należy przyjąć, że zaraz potem zabrano się za podźwignięcie spustoszonej wsi i parafii. Wymowną fundacją był dzwon kościelny odlany na polecenie proboszcza Krasińskiego. Spiż na ten ponad ćwierćtonowy dzwon pochodził ze zniszczonych przez Tatarów dawnych dzwonów. Dla niego musiano wznieść, przynajmniej prowizoryczną, dzwonnicę. Równolegle wznoszono kościół. Ostatecznie budowa musiała się zakończyć w roku 1636, a wyryta nad drzwiami data jest więc prawdopodobnie datą poświęcenia kościoła - oddania go w pełni do kultu. Należy przyjąć, że konsekracja świleckiej świątyni miała miejsce w 1668 r. i dokonał jej - jak podaje protokół wizytacji Sierakowskiego (z 1745 r.) - biskup bakowski Stefan Atanazy Rudziński.

 

Wizytacja biskupa Sierakowskiego

Skąpe informacje z wizytacji biskupich z XVII i pocz. XVIII wieku nie pozwalają na dokładne odtworzenie wyglądu kościoła. Dopiero opisy dwóch wiekopomnych wizyt pasterskich biskupa Wacława Hieronima Sierakowskiego z lat 1745 i 1754 odzwierciedlają w niemal fotograficzny sposób wygląd kościoła, a także innych budynków parafialnych i plebańskich. Tak 12 września 1745 roku biskup Sierakowski widział kościół w Świlczy:

 

Kościół wszystek drewniany w węgłach dobry na podwalinach. Chór większy [korpus prezbiterium] z blamkami [tzw. sobotami - niskimi zadaszeniami dookoła kościoła] gontowymi dobrymi, mały zaś chór blamek nie ma. Ściany kościelne gontami starymi obite.

[Sierakowski, 1745]

 

Kościół i dzwonnica

Kościół był modrzewiowy, trójnawowy, z transeptem, konstrukcji zrębowej z łączeniem węgłów „na rybi ogon". Wzniesiony na kamiennym fundamencie i dębowych podwalinach. Jak wszystkie dawne świątynie, był orientowany - miał prezbiterium i główny ołtarz zwrócone na wschód. Dach kościoła i ściany pokryte były gontem, który na wysokości podwalin przechodził w tzw. fartuch, chroniący podwaliny i podmurówkę przed zamakaniem.

Trudne do precyzyjnego określenia są wymiary obiektu nieistniejącego od prawie 40 lat. Według informacji zapisanych w karcie zabytku wysokość kościelnego wnętrza wynosiła 6,5 m, co w połączeniu z jego powierzchnią - 378,7 m2, dawało kubaturę ok. 2155 m3. Trzeba pamiętać, że znacznie niższa była zakrystia, kruchta i południowa dobudówka.

Wysokość dachu (7 m) jak i sygnaturki (7 m) podana przez ks. proboszcza Józefa Pączkę w Inwentarzu z 1938 r. musi być odpowiednio zinterpretowana. Analizując archiwalne fotografie można przyjąć, że wysokość dachu kościelnego i dzwonnicy była równa (10 m). Wieżyczka z sygnaturką wyrastała jeszcze na ok. 4 metry ponad szczyt dachu. Zatem wysokość całego kościoła można oszacować na 14 m. Daje to w konsekwencji taki sam rezultat, jak w pomiarach z 1938 r.

Uzupełnić należy, że dach nad prezbiterium, nawami i transeptem był dwuspadowy, siodłowy o konstrukcji storczykowej. Podobny, choć znacznie niższy, był dach nad zachodnią kruchtą. Zakrystia i południowa dobudówka pokryte były dachem jednospadowym - pulpitowym.

Przy kościele istniała również dzwonnica. Wzniesiona na planie kwadratu (6,2 x 6,2 m). Jej wysokość sięgała 10 m. Dzwonnica miała konstrukcję słupową i obita była deskami. Składała się z dwu poziomów - posiadała izbicę pokrytą dachem namiotowym, poszytym gontem. Izbica świadczy o tym, iż pierwotnie obiekt mógł być wykorzystywany do celów obserwacyjnych a nawet obronnych. W XVIII w. dzwonnica była:

[...] złączona z dachem kościelnym, z wiązania [konstrukcji] jodłowego, tarcicami jodłowymi obita i dachem gontowym pobita, mająca w sobie dzwonów trzy: mały, większy i największy.

[Sierakowski, 1745]

 

Prezbiterium i nawy

Najpiękniej i najbardziej spektakularnie przedstawiało się barokowe wnętrze świleckiej świątyni, które utrzymane w stylu ludowym oddawało stan zachwytu Stwórcą i stanowiło dla prostego ludu lekcję wiary i pokory wobec Majestatu Bożego. Wnętrze to w ciągu XVIII wieku zmieniło wystrój zyskując m.in. nowe ołtarze, organy, balaski, a zapewne i polichromię. Warty przytoczenia jest opis wnętrza kościoła w Świlczy, widziany oczami biskupa Sierakowskiego, utrzymany w charakterystycznym dla czasów staropolskich stylu sporządzania inwentarzy:

Wszedłszy do kościoła ołtarz wielki snycerskiej roboty, czarno malowany in parte [w części] posrebrzany z passją in medio [na środku] snycerskiej roboty [...] na mensie [płycie ołtarza] konsekrowanej z gradusami [schodkami] murowanymi dwoma. Na tej mensie ciborium [tabernakulum] drewniane stolarskiej roboty czarno malowane in parte wyzłacane i posrebrzane ze drzwiczkami na zawiasach, z zamkiem i kluczem dobrym. Po bokach ołtarza drzwi do obchodu na zawiasach żelaznych czterech z haczykami [...]. A cornu [w narożniku] ewangelii wielkiego ołtarza szafeczka a murze czerwono malowana z drzwiczkami na zawiasach z zameczkiem i kluczykiem pro oleis sacris [na oleje święte]. Ławek ex oppositio [naprzeciwko] siebie stojących roboty stolarskiej orzechowo malowanych dwie na osoby cztery [chodzi tu o tzw. ławy kolatorskie w prezbiterium]. Ambona stolarskiej roboty z osóbkami roboty snycerskiej czarno malowana, in parte wyzłacane i posrebrzane, do której wchód z zakrystii po schodach drewnianych, z drzwiczkami na zawiasach żelaznych dwóch [...]. Pasja na tęczy roboty snycerskiej z osóbkami dwiema na deskach malowanymi [spinka w postaci drewnianej belki, oddzielająca prezbiterium od transeptu].

[...] Ławek w tym kościele drewnianych, stolarskiej roboty, w orzech malowanych, czternaście. Okien tak w kościele, jako i w kaplicach obydwóch, w ołów oprawnych, dobrych, dziesięć.

[Sierakowski, 1745]

Do świątyni wchodziło się przez kruchtę (babiniec), do której z zewnątrz prowadziło osiem kamiennych schodków. W babińcu znajdował się duży krzyż z Chrystusem, naturalnych ludzkich rozmiarów oraz kamienna kropielnica w kształcie kielicha (być może wcześniej służąca za chrzcielnicę?)

Posadzki prezbiterium i w kaplicach transeptu wyłożone były dużymi kamiennymi płytami. Podłoga w nawach wykonana była z desek. Strop, z fasetami i profilowanymi belkami, wspierał się na czterech parach kolumn oddzielających nawę główną od naw bocznych.

Z ówczesnego wystroju wnętrza wymienić jeszcze trzeba chrzcielnicę będącą na wyposażeniu kościoła od jego początku, bo pochodzącą z 1. poł. XVII wieku. Baptysterium (chrzcielnica) było:

[...] drewniane, roboty stolarskiej, czerwono malowane na gradusie dębowym, w którym jest piscina [misa chrzcielna] z przykryciem drewnianym. To baptisterium ma pokrycie drewniane w koronę robione, różnie malowane in parte pozłacane, z prętem żelaznym zasuwającym się i kłódką z kluczykiem dobrą. Sam zaś wierzch na wadze w górę się wznosi.

[Sierakowski, 1745]

 

Wart opisania były także chór muzyczny, wsparty na dwóch filarach oraz organy:

 

[...] chór nad wielkimi drzwiami z deszczek budowany, dostatni, do którego wchód a sinistris [z lewej strony] wychodząc z kościoła, po schodach drewnianych, mający w sobie podłogę z tarcic i pozytyw [organy] szkatulny, czarno malowany, w głosach sześciu i miechach dwóch.

[Sierakowski, 1745]

 

Kaplice i ołtarze boczne

Z dawnego, XVIII-wiecznego wyposażenia kościoła na uwagę zasługują dwa boczne ołtarze, które znajdowały się w kaplicach transeptu. Pierwszy z nich, po prawej stronie patrząc w kierunku ołtarza zawierał obraz Najświętszej Panny Niepokalanego Poczęcia, posiadał kamienną i konsekrowaną płytę oraz obraz św. Anny Samotrzeciej (matki Maryi, przedstawionej z Marią i Jezusem). Fundacja tego ołtarza musiała mieć związek z istniejącą również w XVIII wieku w parafii prebendą pod takim tytułem (Niepokalanego Poczęcia, z łac. Immaculata Conceptionis). Prebenda świlecka mogła stanowić uposażenie dla wysłużonych kościelnych dostojników szczebla diecezjalnego. W 2. poł. XVII wieku obraz Niepokalanego Poczęcia zastąpiono obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, a już w wieku XIX, obrazem Matki Bożej Różańcowej. Zasuwę do tegoż ołtarza stanowił obraz św. Antoniego.

W lewym skrzydle transeptu znajdował się ołtarz św. Walentego, z obrazem tego świętego, a na zasuwie z obrazem św. Jana Nepomucena, w górze z obrazem św. Marii Magdaleny. On także posiadał płytę (mensę) kamienną i konsekrowaną. Był to, prawdopodobnie, ołtarz cechowy garbarzy (stał się nim dopiero w XIX w.?). Z istnieniem relikwiarza św. Walentego wiąże się kult świętego ściągający do Świlczy pątników z szerokiej okolicy. Św. Walenty był patronem od padaczki i chorób nerwowych oraz od morowego powietrza. Z tym świętym wiązała się także miejscowa legenda według której sam Walenty w figurce - relikwiarzu upatrzył sobie kościół świlecki, gdy wieziony na kupieckim wozie stawiał koniom taki opór, że kupcy musieli go tu pozostawić. Kult świętego był jednak faktem o czym świadczyły liczne i cenne wota składane w kościele już w XVIII wieku.

 

Zakrystia

Kościół ŚŚ. Apostołów Szymona i Judy został zaopatrzony w zakrystię, znajdującą się przy północnej ścianie prezbiterium. Początkowo składał się z dwóch części: z zakrystii i skarbca. W skarbcu przechowywano cenne przedmioty liturgiczne, pieniądze kościelne (zapewne i gromadzkie) oraz ważne dokumenty. Wspominał o tym w Ustawie Mikołaj Spytek Ligęza. W tych niespokojnych czasach do zakrystii prowadziło tylko jedno wejście, z kościoła:

 

Zakrystia drewniana, do której drzwi drewniane dębowe na zawiasach żelaznych trzech, z zamkiem, kluczem, wrzeciądzem i skoblem do kłódki. Ta dostatnia, z powałą i posadzką ceglaną dobrą, mająca w sobie okno w drewno oprawne z prętami dwiema żelaznymi, okiennicami z zakrystii zasuwającymi się [...]

[Sierakowski, 1745]

 

W roku 1875 wycięto do zakrystii nowe drzwi wejściowe, od zewnątrz. Opatrzono je malutkim ganeczkiem z daszkiem wspartym na dwóch słupkach.

 

Krypta

Świlecka świątynia posiadała także kryptę, która miała służyć do chowania zmarłych właścicieli wsi - kolatorów świleckiej świątyni. Wspominała o niej wizytacja Sierakowskiego („grób mały bez schodków, zakładający się tarcicami"). Czy był on miejscem pochówków? Trudno powiedzieć, zwłaszcza, że wielcy kolatorowie kościoła i parafii nie rezydowali w Świlczy, wyręczając się co najwyżej plenipotentami. W czasach zaboru Austriacy nakazywali wyczyścić wszelkie krypty, zabraniając pochówków nawet w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła (cmentarze przenoszono z dala od wszelkich zabudowań). Wizytacja dziekańska parafii z 14 października 1783 r. odnotowała:

 

W tymże kościele grób z dawna zawalony, teraz dobyty, ze wszystkich [kości? przyp. A.Sz.] wyczyszczony i przyzwoicie naprawiony.

[Wizytacje dziekańskie]

 

Odnowienie kościoła w 2. poł XIX w.

W 2. poł. XIX wieku podupadający i coraz ciaśniejszy dla ludnej parafii kościół został nieco rozbudowany i odnowiony. W tym okresie wycięto dodatkowe drzwi z zakrystii na zewnątrz. Do transeptu i nawy od strony południowej dobudowano dodatkowe pomieszczenie, tzw. wolicki babiniec. Był on połączony z kościołem tylko przez niewielkie drzwi. Być może wtedy też wzmocniono ściany kościelne tzw. lisicami - pionowymi słupami, przystawionymi do ścian z zewnątrz i od wewnątrz - spiętymi śrubami.

W tym też czasie świlecka świątynia zyskała neobarokową polichromię. Było to malarstwo iluzoryczne - mające „oszukać" oko obserwatora naśladując elementy architektury murowanej. To znamienne, że budulec drewniany przysparzał pewnych kompleksów. Starano się jego obecność tuszować malowaniem, srebrzeniami i złoceniami. Szczególnie warte podkreślenia były cztery postacie świętych namalowane na ścianach kościelnych naw. Na północnej ścianie (bez okien) przedstawione były wizerunki św. Szymona Gorliwego i św. Judy Tadeusza - patronów świątyni i parafii. Na ścianie południowej, poniżej okien, widnieli św. Józef i św. Stanisław biskup.

 

Ostatni akt 1959-1967

Po wybudowaniu nowego, murowanego kościoła i przeniesieniu doń Najświętszego Sakramentu, w dniu 13 grudnia 1959 r., sfatygowany trzystuletnią historią kościół zaczął jeszcze szybciej niszczeć. Huragan z 1960 r. zerwał znaczną część poszycia dachu. Z naprawą nikt się nie śpieszył. W roku 1963, ówczesny proboszcz, ks. Władysław Aszklar, przekazał kościół pod opiekę Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Jedną z ważniejszych prac konserwatorskich, oprócz naprawy gontów i wstawiania rozbitych szyb (tłuczonych także przez chuliganów!), było rozebranie południowej dobudówki. Kiedy w latach 1964-1966 trwała gazyfikacja wsi, w starym kościele urządzono skład materiałów, głównie rur gazowych. Wywołało to żywe protesty proboszcza i parafian. Obawiano się, aby domu Bożego na stałe nie przekształcono w magazyn (jak to bywało w przypadku bieszczadzkich i beskidzkich cerkwi). Z perspektywy czasu widać, iż obawy były płonne. Według adnotacji urzędowych na karcie zbytku, świlecki kościół miał się stać składnicą muzealną.

Tragiczny finał w dziejach kościoła rozegrał się w nocy z 29 na 30 października 1967 r. Notabene była to noc po odpuście i uroczystości poświęconej patronom parafii!!! Tak, opisywały to Nowiny Rzeszowskie:

 

Pożar zabytkowego kościoła w Świlczy. W nocy z niedzieli na poniedziałek spłonął w Świlczy zabytkowy kościół, drewniany [...]. Spłonęła również zabytkowa dzwonnica [...]. Pożar wybuchł o godzinie 230 w nocy i objął najpierw dzwonnicę, a następnie sam budynek kościoła, z którego nie zdołano nic uratować ze względu na wysoką konstrukcję drewnianą. W akcji ratowniczej wzięło udział 15 jednostek straży pożarnej. Była ona jednak bardzo utrudniona z uwagi na brak wody, którą musiano dowozić z odległości około 1,5 km. Przyczyną pożaru, którego straty wynoszą około 350 tys. zł, nie licząc jego wartości zabytkowej, było zaprószenie ognia przez dzieci.

[nr 259 (5705), z 31 października 1967 r.]

 

Po ponad 330 latach służby Bogu i ludziom kościół ŚŚ. Apostołów Szymona i Judy w Świlczy przestał istnieć. Dziś trudno dochodzić, czy było to bardziej zrządzenie Boże, czy też udział człowieka okazał się tu decydujący. Patrząc szeroko na historię budowli sakralnych, można zauważyć, iż - pomijając wojny i temu podobne zawieruchy dziejowe - najczęściej kościoły płoną albo tuż po wybudowaniu, albo (co wydaje się bardziej znamienne) kiedy już nie są użytkowane.

 

Opracował: Artur Szar

Bibliografia:

  • Archiwum Archidiecezjalne w Przemyślu, sygn. 174. Akta wizytacji dekanatu rzeszowskiego przez biskupa W. H. Sierakowskiego w roku 1745, [cyt. w tekście: Sierakowski, 1745]
  • Archiwum Archidiecezjalne w Przemyślu, sygn. 335. Akta wizytacyjne dekanatu rzeszowskiego, [cyt. w tekście: Wizytacje dziekańskie]
  • Archiwum Dokumentacji Technicznej WO SOZ w Rzeszowie, sygn. I Gr. II. Karta informacja kościoła parafialnego ŚŚ. Szymona i Judy w Świlczy
  • Archiwum Dokumentacji Technicznej WO SOZ w Rzeszowie, sygn. I Gr. II. Karta informacyjna dzwonnicy w Świlczy
  • Zbiory parafialne Świlczy, Kronika parafii Świlcza
  • Barbara Dunin-Fischinger, Andrzej Fischinger, Katalog zabytków sztuki w Polsce. Powiat Rzeszów - miasto Rzeszów, mps w Archiwum Dokumentacji Technicznej WO SOZ w Rzeszowie
  • Schematyzm diecezji przemyskiej na rok 1867, Jasło 1866

plan_sytuacyjny_kosciola_w_swilczy.jpg Plan sytuacyjny kościoła ŚŚ. Apostołów Szymona i Judy w Świlczy. Oprac. i rys. A. Szary


plan_kosciola_w_swilczy.jpg
Plan kościoła ŚŚ. Apostołów Szymona i Judy w Świlczy:
a) prezbiterium z głównym ołtarzem Chrystusa Ukrzyżowanego
b) zakrystia
c) północne ramię transeptu - kaplica z ołtarzem św. Walentego
d) południowe ramie transeptu - kaplica z ołtarzem Matki Bożej Różańcowej
e) nawy kościoła (rozdzielona rzędami kolumn)
f) kruchta (babiniec)
g) dobudówka z 2. poł. XIX w. (1875 r.?), tzw. „wolicki babiniec”

Oprac. i rys. A. Szary kosciol_w_swilczy_od_zachodu.jpg

Kościół. Widok od strony zachodniej. Fot. T. Żurawska (1959 r.)

dzwonnica_w_swilczy.jpg

Dzwonnica. Fot. T. Żurawska (1959 r.)

prezbiterium_kosciol_swilcza.jpg

Prezbiterium z głównym ołtarzem. Fot. T. Żurawska (1959 r.)

< nawy_koscielne_swilcza.jpg

Nawy kościelne i chór. Fot. T. Żurawska (1959 r.)

kosciol_z_dobudowka_swilcza.jpg

Widok kościoła z dobudówką i dzwonnicy. Fot. Fr. Kotula (1953 r.)



konserwacja_kosciol_swilcza.jpg Prace konserwatorskie . Lata 60. XX w. Fot. w posiadaniu A. Tront

kosciol_z_plebania_swilcza.jpg

Kościół, dzwonnica i plebania. Stan po rozbiórce dobudówki kościelnej (po 1963 r.). Fot. w posiadaniu St. Nowaka

pozar_kosciol_swilcza.jpg

Krajobraz po pożarze, październik/listopad 1967r. Fot. w posiadaniu St. Nowaka

Więcej ...
  • Kategoria: Wieś

Chłopska warownia Świlcza w XVII w.

Aby wszystka wieś wkoło w okopie była i wrota warowne do wsi zawarte, jak do miasta

[Ustawa 1628 r., s. 7.]

 

Najazdy Tatarów i przemarsze wojsk

Staropolskie czasy obfitowały w wojny nękające pograniczne ziemie. Były to wielkie zawieruchy, które jak taran przetaczały się przez ziemie ruskie: najazdy Tatarów, Wołochów, Szwedów, Siedmiogrodzian. Tereny te nękały nieustannie prywatne wojny magnatów i zajazdy, w których szlachta dochodziła swoich praw. Były też inne ,,wojenne", niebezpieczeństwa od ,,hultajów na gościńcu czyniących się żołnierzami" i tzw. kijaków, najmujących się do pędzenia wołów z Ukrainy, nie stroniących od rozboju i grabieży.

Niewątpliwie największe zagrożenia dla ludności wiejskiej stanowili Tatarzy, wzbudzający paniczny strach samym dźwiękiem swego imienia (nazwa Tatar, z łac. Tartar może być tłumaczona jako ,,piekielnik"). Ich taktyka walki powodowała, że przez długie wieki rycerstwo polskie nie potrafiło podjąć z nimi walki, a tym samym bronić przed nimi kraju. Taktyka napadów tatarskich opierała się na szybkości i zaskoczeniu. Przemieszczali się oni wyłącznie na końskich grzbietach, nie ciągnąc za sobą taborów, tzw. komunikiem. Wkraczając na terytorium wroga zakładali obóz (tzw. kosz), z którego rozsyłali po okolicy stosunkowo niewielkie oddziały, liczące do 2000-3000 ordyńców. Prawie nigdy nie wiązali się w walkę tam gdzie napotkali zdecydowany opór: regularne wojsko, zacięcie bronione forteczka (dwór lub kościół). Atakowali zwykle zaskoczone i bezbronne wsie, palili domy i budynki gospodarcze, uprowadzali inwentarz żywy a ludzi brali w jasyr. Przedmiot grabieży stanowiły dla nich głównie ludzie i zwierzęta, które na własnych nogach mogły pokonać znaczne odległości. Mieli Tatarzy swoje szlaki, którymi zapuszczali się w tereny Rzeczypospolitej. Chcąc grabić ziemię przemyską i sanocką, dochodząc aż pod Rzeszów i Sanok, wybierali Szlak Wołoski. Wkraczali z terenu Mołdawii na Pokucie, na wysokości nadgranicznego miasta Śniatynia. Idąc wzdłuż Dniestru przekraczali go w pobliżu Halicza lub Martynowa. Dalej szli na Przemyśl, Jarosław, Przeworsk, Łańcut, Rzeszów. Docierali nawet w okolice Sędziszowa. Ziemię przemyską najeżdżali Tatarzy budziaccy, zasilani czasem przez oddziały grasantów wołoskich (dzisiejszych Rumunów).

 

Opowieść o najazdach mongolskich należałoby zacząć w roku 1241 kiedy tatarskie wojska pod wodzą Bajdara spustoszyły ziemie książąt piastowskich docierając aż na Śląsk, pod Legnicę. Prawdziwą zmorą południowych ziem Rzeczypospolitej stali się kilka wieków później. W 1498 roku, hordy Tatarów i Wołochów wkroczyły na Ruś niszcząc ją ogniem i mieczem. Padły wówczas takie miasta jak Przemyśl, Jarosław, Przeworsk, Łańcut, Rzeszów, Ropczyce. Ten sam los podzieliły okoliczne wsie, stratowane kopytami końskimi i spalone. Ludność popędzono w straszną niewolę. Kolejne duże najazdy, z lat 1524 i 1575, również dotarły pod Rzeszów. Najstraszniejszym pochodem Tatarów była wyprawa baszy białogrodzkiego (Białogród zwany Akermanem był stolicą ordy budziackiej), Kantemira Murzy. Późną wiosną 1624 roku wyruszył pod jego komendą około 30-tysięczny czambuł. Idąc Szlakiem Wołoskim dotarł w okolice Przemyśla. Kantemir nakazał założyć kosz pod Medyką i rozpuścił kilkutysięczne zagony po szerokiej okolicy. Poszły one pod Brzozów, Krosno i Rzeszów. We wtorek 11 czerwca 1624 roku jeden z zagonów, w sile około 2 tysięcy koni, stanął pod Rzeszowem. Był nie dość silny, aby sforsować któryś z dwóch mostów. Jeden most był na wysokości dzisiejszego starego cmentarza (kościoła Św. Ducha), a drugi naprzeciwko rzeszowskiego zamku. Z obydwu mostów zmiótł Tatarów ogień piechoty zamkowej i artylerii. Czambuł ruszył w górę Wisłoka ku Piotraszówce (dzisiejszej Boguchwale) i tam sforsował bród. Po drugiej stronie rzeki, chcąc zaatakować Rzeszów od zachodu, zniszczyli Tatarzy Świlczę. Spalili jej zabudowę i kościół, zrabowali konie i bydło. Wzięli także jasyr. 19 czerwca 1624 roku czambuł Katemira rozbił pod Martynowem hetman polny koronny Stanisław Koniecpolski. Uwolniono wówczas tysiące jeńców pochodzących w większości z ziemi przemyskiej. Jednak nie skończyły się na tym najazdy nomadów. Kolejne wyprawy z 1653 i 1672 roku dosięgły również ziemi przemyskiej. Szczególnie niszczycielski był ostatni najazd tatarski z września 1672 roku. Po tym napadzie Świlcza była tak spustoszona, iż rejestr podymnego wymienia w niej tylko 27 ocalałych domów (oprócz plebańskich).

 

Obok najazdów tatarskich nękały okolice wojny prywatne. W pierwszych latach XVII wieku grasował tu Stanisław Stadnicki zw. Diabłem Łańcuckim. Jego żołnierze toczyli nieraz regularne walki z oddziałami Mikołaja Spytka Ligęzy z Rzeszowa i Łukasza Opalińskiego z Leżajska. Na gruncie sporu między Stadnickim a Opalińskim doszło w 1608 roku do niemałej potyczki. Na gościńcu wiodącym z Krakowa na Ruś, między Świlczą a Trzcianą, ludzie Łukasza Opalińskiego napadli transport wina i rozmaitych towarów, wieziony przez Diabła z jego śląskich dóbr do Łańcuta. Zrabowali kilka kuf wina, 3 tysiące talarów i 20 koni. Po tym zdarzeniu Stadnicki postawił w miejscu napadu słup z wielką tablicą i wyrytymi literami wiersza mówiącego o „zbrodni" pana z Leżajska. Słup miał być usuwany przez ludzi starosty leżajskiego i stawiany na nowo przez Stadnickiego. Znajdował się on w tym miejscu, z którego, jak twierdził Franciszek Kotula idąc za miejscową tradycją, zwrócili Tatarzy w 1624 roku.

Zniszczenia wojenne

Przez okolice Świlczy przetoczyły się również potężne nawałnice wojenne na miarę pochodu siedmiogrodzkiego księcia Jerzego Rakoczego, który za namową Szwedów przeszedł na przełomie 1657/58 roku przez Ruś z iście rozbójniczą armią: kozacko - wołosko - siedmiogrodzką. W okolicach Rzeszowa zjawił się wczesną wiosną 1658 roku. Torując sobie drogę ku Krakowowi palił kościoły i dwory, bezcześcił ołtarze zostawiając za sobą spalone i wyludnione wsie. Kościół świlecki szczęśliwie uniknął spalenia, choć wieś ucierpiała dotkliwie. Rejestr poborowy z 1658 roku wymieniał wśród abiurat (zwolnień podatkowych) 3 opustoszałe łany i upadłe całe rzemiosło świleckie w liczbie 7 rzemieślników i 2 gorzelników.

Kolejnym wielkim nieszczęściem były działania wojenne prowadzone na tym terenie przez wodzów wojny północnej z początków XVIII wieku. Pierwszym najeźdźcą był szwedzki generał Stenbock, który paląc i wycinając osady wybierał kontrybucje. Po Szwedach przyszli Sasi (oddziały saksońskie, wierne królowi Augustowi II Mocnemu) i Litwini, a po nich znowu Szwedzi. Jesienią 1706 roku do działań wojennych na Rusi włączyła się Moskwa (Rosjanie cara Piotra Wielkiego). Na nieszczęścia wojenne nałożyły się ponadto: zaraza (w latach 1705-1706) i głód (1713 r.). Bieda była tak straszna, że ludzie z lipowych liści i rzęsy laskowej wyrabiali mąkę na kluski. Zimą zrywali strzechy z dachów, żeby nakarmić pozostałe przy życiu zwierzęta.

Rewizja generalna ziemi przemyskiej przeprowadzona z inicjatywy sejmu, po przejściu głównych działań wojennych (w 1713 r.) wykazała w Świlczy i okolicznych wsiach rozległe zniszczenia:

Świncza. Osiadłość chałup 110. Kmieci tygodniowych [...] jest 24 z karczmami, między tymi pogorzało 6 jako abiurata mają. [...]. Zabrała konie Moskwa. [...]. Wieś na szlaku, od wojsk zrujnowana, obozem stało szwedzkie wojsko, zboża wytratowało. Powódź wymuliła, grad wytłukł. Szarańcza do zimy była.

Przybyszówka. Osiadłość chałup 70. [...]. Bydło zabrane za kontrybucyje. [...]. Szarańcza, grad. Bydło wyzdychało.

Rudna Większa i Mniejsza ad Rzeszów. Osiadłość 70 [chałup, przyp. A. Sz.]. [...]. Wieś na szlaku, wojsko noclegi i obozy. Woły, wozy zabrane. Szarańcza, grad częsty wielką ruiną. Pogorzało kmiecych chałup 4, mają abiurata.

 

[Rewizja 1713, s. 53-55]

Zniszczenia wojenne rysowały się smutną statystyką. Za każdą spaloną chałupą, zarekwirowanym wołem, padłą z głodu krową, czy przetrzepaną z drobnych kosztowności skrzynią wiązało się indywidualne nieszczęście chłopskiej rodziny. Stratowane zboże, zrabowany majątek i spalone zbiory oznaczały nierzadko śmierć głodową.

 

Taktyka i strategia najazdów i obrony

Charakter walk upowszechniony na tych terenach w 2. poł. XVII wieku czynił wsie małe miasteczka bezbronnymi wobec najeźdźcy. Regularne oddziały wojskowe, silne ogniem muszkietów i dział, wykorzystujące umiejętności inżynieryjno-saperskie, nie dawały chłopom żadnych szans i zdawały ich na łaskę bądź niełaskę żołnierzy. W 1. poł. XVII wieku, kiedy cierniem w oku miejscowej ludności były najazdy Tatarów oraz niepokoje ze strony grasujących band, odpowiednie zorganizowanie i ufortyfikowanie wsi mogło ją uchronić przed nieszczęściem: ludność przed śmiercią lub niewolą, a cały inwentarz przed spustoszeniem. Wspomniany Mikołaj Spytek Ligęza, dobry gospodarz a przy tym niezgorszy wódz wyciągając naukę z najazdu 1624 roku, rozpoczął prace fortyfikacyjne mające zabezpieczyć jego rzeszowskie dobra przed podobnymi zniszczeniami. Wedle uniwersałów Rzeszów, Głogów, Krasne i Świlcza miały stanowić drewniano-ziemne forteczki osłaniające się nawzajem, a zarazem chroniące przed zniszczeniem centrum gospodarcze dóbr i siedzibę pańską, Rzeszów. Etnograf i historyk Franciszek Kotula, w opracowaniach dotyczących warowni wzniesionych z inicjatywy kasztelana Ligęzy, wysuwał tezę, że musiały być one do siebie podobne, tak jak w rzemiośle, dzieła jednego majstra.

Zarządzenia obronne dla Świlczy

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności zachowały się dla Świlczy, wraz z Księgą wójtowsko-ławniczą, trzy artykuły ustawy wiejskiej dotyczące obrony wsi. Miały one charakter edyktów nakazujących sposobienie się do obrony: zaopatrzenie w broń palną i sieczną, kopanie rowów i sypanie wałów, stawiana parkanu dookoła wsi. Według drugiego prawa dla obrony Świlcza miała być ze wszystkich stron umocniona „na kształt miasta" i opatrzona warownymi wrotami podobnymi bramom miejskim.

 

Rowy, wały i parkany

Podstawową linię umocnień okalających wieś miał tworzyć:

[...] rów w głąb na trzy łokcie a wszerz na sześć łokci od pola. A wał ode wsi wzwyż na stery [cztery, przyp. A. Sz.], a wszerz zakładu na ośm [osiem, przyp. A. Sz.], a zawierka na stery łokcie. A na tem wale aby miał parkan na słupiech każdy, a słupy wiązane w kloce dębowe na wale. Żeby słupy nie w ziemi ale na klocach wiązane beły, a parkany na teble [drewniane belki, przyp. A. Sz.], a pobicie nad parkanem kalenicą, uwaloną w glinie, snopki z kłoci żytnej szurno łaty poczyniwszy, aby nie zaciekało. Tak żeby chłop z obu stron pod przykryciem kalenice się skrył przed deszczem.

[Ustawa 1628, s. 6]

Stanowiło to sporą przeszkodę dla atakujących, którzy chcąc zdobyć wieś musieli sforsować rów głęboki na 3 łokcie (tj. ok. 1,7 metra), wdrapać się na wał - kolejne 4 łokcie (tj. ok. 2,3 metra). Stanowiło to przeszkodę o łącznej wysokości 7 łokci (tj. ok. 4 m.). Musieliby następnie zrąbać solidny parkan, broniony z wyciętych w nim strzelnic. Spalenie parkanu było utrudnione. Daszek pokryty strzechą był dodatkowo wylepiany gliną. Podobnie przęsła - oblepione i pobielone wapnem. Wał, rów i parkan miały być uczynione przez każdego gospodarza na zagumniu, tj. za stodołami, przy końcu ogrodów. Aby chłopi nie mieli utrudnionego dostępu do ciągnących się dalej ról ustawa nakazywała:

 

A wrota każdy ma mieć dobre, dwoiste, z dziurami do strzelby na pole, na rolę swoją i mostek. A gdy trwoga albo gwałt zrzucić mostek i taki mieć, coby jedno na pole z gnojem i ze zbożem wyjechał i do stodoły wjechał.

[Ustawa 1628, s. 6-7.]

 

Kościół

Istotna rolę w systemie obronnym XVII-wiecznej Świlczy odgrywał kościół stanowiąc jakby wewnętrzną twierdzę (śródszaniec), w której schronienie znajdować miały kobiety i dzieci. Teren przykościelny (cmentarz) miał być obwarowany w formie „okopu", na wzór średniowiecznego gródka. Basztę miał zastępować świeżo wzniesiony kościół ŚŚ. Szymona i Judy. W wizytacji biskupa Wacława H. Sierakowskiego z 12 września 1745 roku znajduje się potwierdzenie takiego stanu rzeczy. Sierakowski pisał, że przy kościele i dzwonnicy kościelnej znajduje się:

Cmentarz dostatni parkanem na koło obwiedziony, miejscem poobalanym, daszkiem gontowym pokrytym, mający w sobie wrót dwoje i fortek trzy. Pierwsze wrota od wschodu słońca od wikaryi, na kunie żelaznej z wrzeciądzem i skoblem do kłódki, w tychże wrotach jest fortka mała na zawiasach żelaznych dwóch z wrzeciądzem zasuwającym się. Drugie wrota od zachodu z kuną żelazną, wrzeciądzem i skoblem do kłódki i u wrót takiż wrzeciądz. Item fortka ku plebanij, nowa na biegunie i wici drewnianej z wrzeciądzem i skoblem do kłódki.

[Sierakowski 1745]

Dla obrony forteczki przykościelnej, pan Ligęza obiecał dać działka i śmigownice (działko o kilku sprzężonych z sobą lufach), z których daleki ostrzał wspierałby obronę wsi. Aby obrona tego ważnego punktu była skuteczniejsza gromada świlecka miała zadbać o dwa kamienie prochu (1 kamień = 32 funty, tj. ok. 12,9 kg) i „chłopa do strzelania".

Dodatkowym wzmocnieniem obronnym Świlczy był z pewnością dwór. Szlacheckie dwory ze swej natury były miejscami obronnymi. Brak w ustawie wiejskiej jednoznacznej wzmianki, że w system obronny wsi wkomponowana była siedziba pańska, o niczym nie świadczy. Ustawa adresowana była do chłopów. Świlecki dwór stanowił południową basteję ufortyfikowanej wsi.

 

Uzbrojenie świleckich chłopów

Aby wykorzystać pełną wartość bojową wsi, ustawa przewidywała militaryzację chłopów. Kasztelan sandomierski Ligęza w obawie przed jej spustoszeniem, nadał poddanym, dość ryzykowne prawo posiadania broni:

Aby każdy z dymu, we wszystkiej Świnczy i Woliczy, tak kmieć jako i zagrodnik, młynarze i karczmarze wszyscy i rzemieślnicy, mieli kobeły wielkie rusznice takie, jako jest jedna u urzędnika we dworze, na ukazanie. Albo żeby każdy gospodarz miał z dymu sześć złotych sposobione na taką kobyłę kupić sobie. A pan pokaże, u kogo i kiedy ich kupić mogą. [...] gdyż nie zgubi tych sześci złotych żaden, bo za nie tę kobyłę będzie miał i z miartuchami swą własną. Które rusznice i kobeły do każdej rolej i do domu i do karczmy [...] mają być w te księgi przypisane do sumy. [...]. Do której kobeły ma mieć każdy kopę kul, coby wolno wpadały w rurę, z gęby dmuchnąwszy, za każdym strzeleniem, miartuch pierwej prochu, mając gotowy, wsypawszy. Item knot suchy i hubki każdy mieś ma i proch w rożku starty na mąkę do panewek u pasa. A kmiecie szable też mieć mają swoje.

[Ustawa 1628, s. 5-6]

Gospodarz posiadający dom („dym"), niezależnie od pozycji jaką zajmował w hierarchii wiejskiej (kmieć, karczmarz, zagrodnik, rzemieślnik) miał sobie sprawić rusznicę lub tzw. kobyłę (dużą strzelbę do obrony parkanów). Do tego nieodzowne było oporządzenie strzeleckie: kopa kul (60 sztuk) o odpowiednim kalibrze, rożek prochu i akcesoria do lontowego zamku (suchy knot, hubki i starty proch do panewek). Dodatkowo kmiecie, dla lepszej obrony i dla wyróżnienia ich wyższego statusu społecznego, mieli do walki stawać z szablami.

 

Ćwiczenia wojskowe i musztry

Dla podniesienia kwalifikacji bojowych obrońców wsi ustawa nakazywała przeprowadzać ćwiczenia zw. musztrami:

Ta ma bywać, na każde suche dni przy święcie, po mszy. Komu rusznica nie puści [nie wypali, przyp. A. Sz.], ma zaraz rusznicę położyć i nie brać jej od wójta, aż położy trzy grosze w puszkę [...]. A gdy trafi w cel tedy mu z tych pieniędzy z puszki dać trzy grosze zaraz tamże przy monstrze.

[Ustawa 1628, s. 8]

„Suche dni przy święcie" należy rozumieć jako określone terminy kwartalne (raz na 3 miesiące), w których odbywały się strzelania. (W Rzeszowie Ligęza nakazał mieszczanom ,,okazywania" strzeleckie raz w miesiącu). W ćwiczeniach militarnych i w obronie wsi mieli wyznaczone role dziesiętnicy, jak również ława wiejska i wójt, będąc dowódcami tego pospolitego ruszenia chłopów.

 

Wybrańcy

Nieco innym problemem, pozostającym jednak w kręgu spraw militarnych byli tzw. wybrańcy. Regulacja ich statusu oraz powinności zawarta została w dwóch artykułach ustawy wiejskiej. Byli oni przeznaczeni do pańskiego wojska. Ustawa polecała dziesiętnikom wiejskim doglądanie wybrańców:

[...] aby się uczyli strzelać, aby wytartą rusznicę, szablę, siekierę, ubranie wysmukłe, trzewiki, kapcie, magierkę, dwa funty prochu, kul pół kopy i w rożku tarty proch u pasa i knot suchy i hubki aby miał i na monstrę do dworu z niemi chodzieł

[Ustawa 1628, s. 3]

Wybrańcy rekrutowali się ze wszystkich kategorii chłopów: kmieci, zagrodników i komorników. W zależności od swego statusu pańszczyźnianego, za pójście na wybraństwo, mieli mieć odpisane część powinności na rzecz dworu. Tak więc kmieciowi odpisywano 3 dni z tygodniowej (6-dniowej) pańszczyzny, na czas wybraństwa. Zagrodnik, odrabiający pańszczyznę pieszą, w czasie gdy był wybrańcem miał być zwolniony zupełnie z powinności. Komornik wybraniec był na zawsze zwolniony z komornego, z wyjątkiem powabów żniwnych.

 

Warowna wieś

Mikołaj Spytek Ligęza wyznaczył wyraźny termin ukończenia prac fortyfikacyjnych ,,do god przyszłych" (tj. do Bożego Narodzenia). Zapewniała materiał na budowę (drzewo i wapno do pobielania) oraz zwolnił kmieci z pańszczyzny na czas robót.

Do dziś zachowały się drogi, przed którymi wzniesiony był wał i parkan. Ich lokalne nazwy - ,,Zapłocia"- potwierdzają fakt, że istniały tu chłopskie umocnienia.

Opracował: Artur Szary

 

Bibliografia:

  • Archiwum Archidiecezjalne w Przemyślu, sygn, 1739. Akta parafii Świlcza, t. II., s.153. Protokół wizytacji W. H. Sierakowskiego z 12 IX 1745r. [cyt.: Sierakowski 1745]
  • Rejestr poborowy ziemi przemyskiej z 1658, wydali Zdzisław Budzyński i Kazimierz Przyboś [w:] Polska południowo - wschodnia w epoce nowożytnej. Źródła dziejowe, t. I. cz. III., Rzeszów 2000
  • Ustaw dla wsi Świlczy i Woliczki z roku ok. 1628, wydali Adam Kamiński i Franciszek Kotula, Rzeszów 1948 [cyt: Ustawa 1628]
  • Franciszek Kotula, Obwarowania Rzeszowa i rozwój przestrzenny miasta w XVII-XVIII wieku [w:] Pięć wieków miasta Rzeszowa XIV-XVIII, pod red. Franciszka Błońskiego, Warszawa 1958
  • Franciszek Kotula, Chłopi bronili się sami. Reportaż historyczny, Rzeszów 1982
  • Władysław Łoziński, Prawem i lewem. Obyczaje na Czerwonej Rusi w pierwszej połowie XVII wieku, t. II. Wojny prywatne, Kraków 1957
  • Julian Nieć, Rzeszowskie za Sasów, Rzeszów 1938
  • Janusz Pajewski, Buńczuk i koncerz. Z dziejów wojen polsko - tureckich, Warszawa 1978
  • Józef Półćwiartek, Rewizja generalna ziemi przemyskiej części zasańskiej. Materiały do dziejów rzeszowskiego w archiwach i bibliotekach Lwowa od XIV do połowy XIX wieku [w:] Prace Humanistyczne Rzeszowskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk , R. VII. nr 7, Rzeszów 1975 [cyt.: Rewizja 1713]

 

 obwarowana_swilcza.jpg

  Widok obwarowanej Świlczy i kościoła od strony zachodniej. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

  

tatar.jpg

Tatar. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

 

  

swilecki_kmiec.jpg

 Świlecki kmieć uzbrojony w rusznicę i szablę. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

  

 strzelanie_w_swilczy.jpg

 Strzelanie zza parkanu. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

 

parkan_w_swilczy.jpg    

 Parkan, wał i rów. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

 

owalowania_w_swilczy.jpg

 

Przekrój obwałowań. Oprac. A. Szary, rys. D. Berłowski

 

 

obwalowania_swilcza.jpg

 

 Rekonstrukcja obwałowań. Oprac. A. Szary, rys. D. Berłowski

Więcej ...
  • Kategoria: Wieś

Niepodległość 1918 Udział mieszkańców gminy w walkach o wolna Polskę w latach 1914-1918



Świadomość narodowa w czasach autonomii galicyjskiej

Na przełomie XIX i XX w. budziło się poczucie świadomość narodowej wśród galicyjskich chłopów. Nie działo się to bez powodu. Było wynikiem sukcesywnie prowadzonej pracy organicznej. Działania te inicjowali księża, nauczyciele, nierzadko wtórowały im dwory. Budzeniu świadomości narodowej i społecznej wśród niższych warstw społecznych nie sprzeciwiały się władze zaborcze. Galicja od 1867 r. cieszył się autonomią. Rządzący nią od czasów Wiosny Ludów (1848 r.) stary cesarz Franciszek Józef w powszechnej opinii uchodził za władcę liberalnego, a nawet dobrotliwego (sam siebie określił w rządowej ankiecie „pierwszym urzędnikiem państwowym”). Faktycznie autonomiczne ustępstwa na rzecz Polaków w Galicji (ale i pozostałych mniejszości narodowych) były wynikiem głębokiego kryzysu, jaki przeżywało rozległe państwo Habsburgów.

Społecznicy pracy u podstaw

Było wielu społeczników, którzy ofiarnie realizowali ideały pracy organicznej i pracy u podstaw we wsiach obecnej gminy Świlczy. Wśród nich należy wymienić księży: Henryka Siarkowskiego z Mrowli, Józefa Juszczyka z Trzciany, Ignacego Węgrzynowskiego i Franciszka Wilczewskiego z Świlczy. Do grona nauczycieli szczególnie zaangażowanych w pozytywistyczny i narodowy nurt należeli: Władysław Fleszar z Mrowli (ojciec sławetnego legionisty Albina Fleszara), Edmund Banicki z Trzciany, Franciszek i Maria Synowcowie z Świlczy.

Organizacje paramilitarne

W początkach XX wieku - w momencie budzenia się patriotyzmu Polaków galicyjskich, również w rzeczonych miejscowościach miały miejsce dążenia narodowe. Jednym z pierwszych takich aktów były szumne obchody 500 rocznicy bitwy pod Grunwaldem w 1910 r. Powstało wówczas szereg pomników i kapliczek upamiętniających to wielki wydarzenie. Społeczność Świlczy ufundowała wówczas pomnika „Bohaterom spod Grunwaldu". Uroczyste poświęcenie w dniu 19 czerwca 1910 r. zgromadziło rzesze świlczan i delegacje okolicznych wsi. W obchodach wzięła udział miejscowa straż pożarna oraz straż pożarna z Trzciany i trzciańskie gniazdo Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół".

Niedługo przed wybuchem I wojny światowej utworzona w Świlczy Drużynę Bartoszową i Związek Strzelecki. Podobne organizacje musiały też powstawać w dużych i aktywnych wsiach późniejszej gminy Świlcza (Bratkowicach, Przybyszówce i Trzcianie).

Walka w szeregach Legionów Polskich

W latach wojny światowej (1914-1918) młodzi świlczanie złożyli żołnierską daninę krwi. Jak podaje Historia szkoły, z grona jej absolwentów wyszło:

[...] pięciu legionistów tj. Stanisław Czajkowski, prawnik z pierwszego roku, Józef Kokoszka, ukończony maturzysta, Franciszek Czach, Józef Haśko i Stanisław Żurawski

[Historia szkoły, s. 8]

Doniosła chwilę pożegnania legionistów pod pomnikiem grunwaldzki w Świlczy opisuje we wspomnieniach płk Józef Kokoszka:

W połowie sierpnia wyjechało nas ze Świlczy 5 strzelców. [...] W Świlczy pożegnano nas uroczyście. Po nabożeństwie w naszej intencji wszyscy biorący udział w pożegnaniu udali się pod pomnik grunwaldzki, gdzie dyrektor szkoły pan Franciszek Synowiec wygłosił do nas patriotyczne przemówienie, a panna Stasia Węgrzynowska [bratanica księdza prałata Ignacego Węgrzynowskiego, przyp. A. Sz.] - moja sympatia - wręczyła mi na pamiątkę medalik z Matką Boską Częstochowską na srebrnym łańcuszku, ażeby mnie chroniła na wojnie od wszelkich nieszczęść.

[Kokoszka, Wspomnienia z dawnych lat, s. 18]

Zdecydowanie więcej świleckich mężczyzn, zostało powołanych do Cesarsko Królewskiej Armii. Musieli oni walczyć i ginąć na wielu polach bitewnych wielkiej wojny. Ich przeciwnikami po drugiej stronie frontu byli nieraz rodacy z zaboru rosyjskiego.

Walki rzeszowskich legionistów

W I Brygadzie Legionów dowodzonej przez brygadiera Józefa Piłsudskiego szczególną rolę odegrał 6. batalion dowodzony przez kpt. Albina Fleszara ps. „Satyr" (syna kierownika szkoły w Mrowli). W 3. kompanii 6. batalionu, dowodzonej przez por. Stanisław Paderewskiego, przyrodniego brata Ignacego Jana, światowej sławy pianisty, a nieco później premiera, służyła rzeszowska młodzież gimnazjalna. Wśród nich byli strzelcy z Świlczy, Przybyszówki i Trzciany. Kompania ta przeszła prawdziwy chrzest bojowy w bitwie pod Krzywopłotami w okolicach Wolbromia w Małopolsce. Podczas dwudniowej ciężkiej bitwy, 17-18 listopada 1918 r., śmierć ponieśli m.in. legioniści: Wawrzyniec Pączek i Włodzimierz Holzer z Przybyszówki. Młody Holzer był jedynym synem Ludwika Holzera, właściciela przybyszowskiej cegielni. Ciężko ranni zostali dwaj świlczanie: Józef kokoszka i Stanisław Czajkowski, cioteczny brat ppłk. Leopolda Kuli ps. „Lis". Kokoszka i Czajkowski kolejne tygodnie wojny musieli spędzić w szpitalu w Grazu w Styrii.

Stanisław Czajkowski nie przeżył wojny. Nie było mu dane cieszyć się Niepodległością Ojczyzny. Historia szkoły podaje, iż 10 czerwca 1915 r.:



[...] zginął marnie od kuli moskiewskiej [...] pod Żernikami, powiat Opatów w chwili, kiedy wychylił głowę z okopu, aby napić się wody, którą mu przyniósł inny legionista.

[Historia szkoły, s. 18]


Pomoc materialna

Oprócz przelanej krwi i oddanego życia ważne było wsparcie materialne i moralne ze strony miejscowych gospodyń. Tak już w pierwszych dniach wojny, w lipcu 1914 r., nauczycielka Maria Synowcowa zebrała wśród mieszkańców Świlczy na cele narodowe 226 koron i 86 halerzy. Pieniądze te na przekazała na mundury i inne potrzeby wojskowe dla świleckich legionistów (150 koron). Resztę pieniędzy odesłała do Komitetu Narodowego w Rzeszowie.

Istotne było również wspieranie polskich żołnierzy produktami rolnymi w okresie świąt wielkanocnych, np. jajkami i żytem na święcone. Nie były to duże dary. Nie mniej jednak w czasach wojennego kryzysu i drożyzny świadczyły o dużym zainteresowaniu i zrozumieniu mieszkańców tychże wsi dla spraw narodowych.

Wychodzący w latach wojny Głos Rzeszowski odnotowywał informacje podobnej treści:

Podziękowania. Kółku Kobiet ze Świlczy, które złożyło w „Schronisku dla Legionistów" cztery i pół kopy jaj.

[R. XIX. nr 18 (z 23 IV 1916), s. 3.]


Jutrzenka Niepodległości

W tworzących się pod koniec wojny lokalnych ośrodkach władzy zasiadali działacze społeczni. Żywiołowo powstawały miejskie i powiatowe Komitety Narodowe, m.in. w Rzeszowie. Jednym z członków rzeszowskiego Powiatowego Komitetu Narodowego był ówczesny proboszcz parafii Mrowla, ks. Henryk Siarkowski.

Jesienią 1918 r. wojna światowa już dogasała. Zmęczone czteroletnimi zmaganiami wojska były u kresu wytrzymałości. Żołnierze wielonarodowej austriackiej armii wierzyli już tylko w rychłe zakończenie wojny i powrót do domów i do rodzin. Rzeszowianie 31 października 1918 r. rozpoczęli rozbrajanie Austriaków.

Powrót Piłsudskiego z więzienia w Magdeburgu, 10 listopada, w zasadniczy sposób zmienił sytuację. Rozpoczęto żywiołowe rozbrajanie Niemców w Warszawie, zajmowanie urzędów, zrywanie okupacyjnych symboli.

11 listopada 1918 r. kończyła się wojna światowa, a rozpoczynał pierwszy rozdział Niepodległej Polski. Istniejące lokalne ośrodki władzy podporządkowywały się Naczelnikowi Państwa, Piłsudskiemu.


Artur Szary




Bibliografia:

Archiwum Państwowe w Rzeszowie, zespół 170. Szkoła Podstawowa w Świlczy, sygn. 1. Historia szkoły w Świlczy (1875-1952) [cyt. Historia szkoły].

J. Kokoszka, Wspomnienia z dawnych lat, Warszawa 2000 (mps) [cyt. Kokoszka, Wspomnienia z dawnych lat]

M. Pączek, Legionista W. Pączek, [w:] Trzcionka, nr 12 (z grudnia 1999), s. 39-40.

A. Zielecki, Życie polityczne i ruch niepodległościowy w przededniu I wojny Światowej, [w:] Dzieje Rzeszowa, t. II. pod red. F. Kiryka, Rzeszów 1998.

Głos Rzeszowski, R. XIX. nr 18 (z 23 IV 1916).



Fotki:

Ksiądz Henryk Siarkowski. Proboszcz parafii Mrowla i członek Powiatowego Komitetu Narodowego w Rzeszowie. Fot. archiwum

Ksiądz Józef Juszczyk. Proboszcz parafii Trzciana, społecznik pracy organicznej. Fot. archiwum

Maria Synowcowa. Nauczycielka ze Świlczy, inicjatorka wielu akcji narodowych i niepodległościowych. Fot. archiwum

Pomnik grunwaldzki w Świlczy. Pod nim odbywały się uroczystości patriotycznych. Stąd wyruszyli świleccy legioniści do krakowskich Oleandrów. Fot. archiwum

Rzeszowscy legioniści wywodzący się z Drużyn Bartoszowych i „Sokoła". Zasilili Legion Wschodni. Fot. A. Bujniak

Kpt. Albina Fleszar ps. „Satyr". Syn kierownika szkoły z Mrowli. Geolog i żołnierz I Brygady Legionów. Fot. archiwum

Ppłk Leopold Kula ps. „Lis". Syn świlczanki Elżbiety z Czajkowskich, cioteczny brat Stanisława Czajkowskiego, świleckiego legionisty. Fot. archiwum

Legionista Józef Kokoszka z Świlczy. Żołnierz I Brygady, późniejszy pułkownik WP. Fot. archiwum

Więcej ...
Subscribe to this RSS feed