Towarzystwo
Przyjaciół Świlczy

  • Kategoria: Wieś
  • Odsłony: 1119

Chłopska warownia Świlcza w XVII w.

Aby wszystka wieś wkoło w okopie była i wrota warowne do wsi zawarte, jak do miasta

[Ustawa 1628 r., s. 7.]

 

Najazdy Tatarów i przemarsze wojsk

Staropolskie czasy obfitowały w wojny nękające pograniczne ziemie. Były to wielkie zawieruchy, które jak taran przetaczały się przez ziemie ruskie: najazdy Tatarów, Wołochów, Szwedów, Siedmiogrodzian. Tereny te nękały nieustannie prywatne wojny magnatów i zajazdy, w których szlachta dochodziła swoich praw. Były też inne ,,wojenne", niebezpieczeństwa od ,,hultajów na gościńcu czyniących się żołnierzami" i tzw. kijaków, najmujących się do pędzenia wołów z Ukrainy, nie stroniących od rozboju i grabieży.

Niewątpliwie największe zagrożenia dla ludności wiejskiej stanowili Tatarzy, wzbudzający paniczny strach samym dźwiękiem swego imienia (nazwa Tatar, z łac. Tartar może być tłumaczona jako ,,piekielnik"). Ich taktyka walki powodowała, że przez długie wieki rycerstwo polskie nie potrafiło podjąć z nimi walki, a tym samym bronić przed nimi kraju. Taktyka napadów tatarskich opierała się na szybkości i zaskoczeniu. Przemieszczali się oni wyłącznie na końskich grzbietach, nie ciągnąc za sobą taborów, tzw. komunikiem. Wkraczając na terytorium wroga zakładali obóz (tzw. kosz), z którego rozsyłali po okolicy stosunkowo niewielkie oddziały, liczące do 2000-3000 ordyńców. Prawie nigdy nie wiązali się w walkę tam gdzie napotkali zdecydowany opór: regularne wojsko, zacięcie bronione forteczka (dwór lub kościół). Atakowali zwykle zaskoczone i bezbronne wsie, palili domy i budynki gospodarcze, uprowadzali inwentarz żywy a ludzi brali w jasyr. Przedmiot grabieży stanowiły dla nich głównie ludzie i zwierzęta, które na własnych nogach mogły pokonać znaczne odległości. Mieli Tatarzy swoje szlaki, którymi zapuszczali się w tereny Rzeczypospolitej. Chcąc grabić ziemię przemyską i sanocką, dochodząc aż pod Rzeszów i Sanok, wybierali Szlak Wołoski. Wkraczali z terenu Mołdawii na Pokucie, na wysokości nadgranicznego miasta Śniatynia. Idąc wzdłuż Dniestru przekraczali go w pobliżu Halicza lub Martynowa. Dalej szli na Przemyśl, Jarosław, Przeworsk, Łańcut, Rzeszów. Docierali nawet w okolice Sędziszowa. Ziemię przemyską najeżdżali Tatarzy budziaccy, zasilani czasem przez oddziały grasantów wołoskich (dzisiejszych Rumunów).

 

Opowieść o najazdach mongolskich należałoby zacząć w roku 1241 kiedy tatarskie wojska pod wodzą Bajdara spustoszyły ziemie książąt piastowskich docierając aż na Śląsk, pod Legnicę. Prawdziwą zmorą południowych ziem Rzeczypospolitej stali się kilka wieków później. W 1498 roku, hordy Tatarów i Wołochów wkroczyły na Ruś niszcząc ją ogniem i mieczem. Padły wówczas takie miasta jak Przemyśl, Jarosław, Przeworsk, Łańcut, Rzeszów, Ropczyce. Ten sam los podzieliły okoliczne wsie, stratowane kopytami końskimi i spalone. Ludność popędzono w straszną niewolę. Kolejne duże najazdy, z lat 1524 i 1575, również dotarły pod Rzeszów. Najstraszniejszym pochodem Tatarów była wyprawa baszy białogrodzkiego (Białogród zwany Akermanem był stolicą ordy budziackiej), Kantemira Murzy. Późną wiosną 1624 roku wyruszył pod jego komendą około 30-tysięczny czambuł. Idąc Szlakiem Wołoskim dotarł w okolice Przemyśla. Kantemir nakazał założyć kosz pod Medyką i rozpuścił kilkutysięczne zagony po szerokiej okolicy. Poszły one pod Brzozów, Krosno i Rzeszów. We wtorek 11 czerwca 1624 roku jeden z zagonów, w sile około 2 tysięcy koni, stanął pod Rzeszowem. Był nie dość silny, aby sforsować któryś z dwóch mostów. Jeden most był na wysokości dzisiejszego starego cmentarza (kościoła Św. Ducha), a drugi naprzeciwko rzeszowskiego zamku. Z obydwu mostów zmiótł Tatarów ogień piechoty zamkowej i artylerii. Czambuł ruszył w górę Wisłoka ku Piotraszówce (dzisiejszej Boguchwale) i tam sforsował bród. Po drugiej stronie rzeki, chcąc zaatakować Rzeszów od zachodu, zniszczyli Tatarzy Świlczę. Spalili jej zabudowę i kościół, zrabowali konie i bydło. Wzięli także jasyr. 19 czerwca 1624 roku czambuł Katemira rozbił pod Martynowem hetman polny koronny Stanisław Koniecpolski. Uwolniono wówczas tysiące jeńców pochodzących w większości z ziemi przemyskiej. Jednak nie skończyły się na tym najazdy nomadów. Kolejne wyprawy z 1653 i 1672 roku dosięgły również ziemi przemyskiej. Szczególnie niszczycielski był ostatni najazd tatarski z września 1672 roku. Po tym napadzie Świlcza była tak spustoszona, iż rejestr podymnego wymienia w niej tylko 27 ocalałych domów (oprócz plebańskich).

 

Obok najazdów tatarskich nękały okolice wojny prywatne. W pierwszych latach XVII wieku grasował tu Stanisław Stadnicki zw. Diabłem Łańcuckim. Jego żołnierze toczyli nieraz regularne walki z oddziałami Mikołaja Spytka Ligęzy z Rzeszowa i Łukasza Opalińskiego z Leżajska. Na gruncie sporu między Stadnickim a Opalińskim doszło w 1608 roku do niemałej potyczki. Na gościńcu wiodącym z Krakowa na Ruś, między Świlczą a Trzcianą, ludzie Łukasza Opalińskiego napadli transport wina i rozmaitych towarów, wieziony przez Diabła z jego śląskich dóbr do Łańcuta. Zrabowali kilka kuf wina, 3 tysiące talarów i 20 koni. Po tym zdarzeniu Stadnicki postawił w miejscu napadu słup z wielką tablicą i wyrytymi literami wiersza mówiącego o „zbrodni" pana z Leżajska. Słup miał być usuwany przez ludzi starosty leżajskiego i stawiany na nowo przez Stadnickiego. Znajdował się on w tym miejscu, z którego, jak twierdził Franciszek Kotula idąc za miejscową tradycją, zwrócili Tatarzy w 1624 roku.

Zniszczenia wojenne

Przez okolice Świlczy przetoczyły się również potężne nawałnice wojenne na miarę pochodu siedmiogrodzkiego księcia Jerzego Rakoczego, który za namową Szwedów przeszedł na przełomie 1657/58 roku przez Ruś z iście rozbójniczą armią: kozacko - wołosko - siedmiogrodzką. W okolicach Rzeszowa zjawił się wczesną wiosną 1658 roku. Torując sobie drogę ku Krakowowi palił kościoły i dwory, bezcześcił ołtarze zostawiając za sobą spalone i wyludnione wsie. Kościół świlecki szczęśliwie uniknął spalenia, choć wieś ucierpiała dotkliwie. Rejestr poborowy z 1658 roku wymieniał wśród abiurat (zwolnień podatkowych) 3 opustoszałe łany i upadłe całe rzemiosło świleckie w liczbie 7 rzemieślników i 2 gorzelników.

Kolejnym wielkim nieszczęściem były działania wojenne prowadzone na tym terenie przez wodzów wojny północnej z początków XVIII wieku. Pierwszym najeźdźcą był szwedzki generał Stenbock, który paląc i wycinając osady wybierał kontrybucje. Po Szwedach przyszli Sasi (oddziały saksońskie, wierne królowi Augustowi II Mocnemu) i Litwini, a po nich znowu Szwedzi. Jesienią 1706 roku do działań wojennych na Rusi włączyła się Moskwa (Rosjanie cara Piotra Wielkiego). Na nieszczęścia wojenne nałożyły się ponadto: zaraza (w latach 1705-1706) i głód (1713 r.). Bieda była tak straszna, że ludzie z lipowych liści i rzęsy laskowej wyrabiali mąkę na kluski. Zimą zrywali strzechy z dachów, żeby nakarmić pozostałe przy życiu zwierzęta.

Rewizja generalna ziemi przemyskiej przeprowadzona z inicjatywy sejmu, po przejściu głównych działań wojennych (w 1713 r.) wykazała w Świlczy i okolicznych wsiach rozległe zniszczenia:

Świncza. Osiadłość chałup 110. Kmieci tygodniowych [...] jest 24 z karczmami, między tymi pogorzało 6 jako abiurata mają. [...]. Zabrała konie Moskwa. [...]. Wieś na szlaku, od wojsk zrujnowana, obozem stało szwedzkie wojsko, zboża wytratowało. Powódź wymuliła, grad wytłukł. Szarańcza do zimy była.

Przybyszówka. Osiadłość chałup 70. [...]. Bydło zabrane za kontrybucyje. [...]. Szarańcza, grad. Bydło wyzdychało.

Rudna Większa i Mniejsza ad Rzeszów. Osiadłość 70 [chałup, przyp. A. Sz.]. [...]. Wieś na szlaku, wojsko noclegi i obozy. Woły, wozy zabrane. Szarańcza, grad częsty wielką ruiną. Pogorzało kmiecych chałup 4, mają abiurata.

 

[Rewizja 1713, s. 53-55]

Zniszczenia wojenne rysowały się smutną statystyką. Za każdą spaloną chałupą, zarekwirowanym wołem, padłą z głodu krową, czy przetrzepaną z drobnych kosztowności skrzynią wiązało się indywidualne nieszczęście chłopskiej rodziny. Stratowane zboże, zrabowany majątek i spalone zbiory oznaczały nierzadko śmierć głodową.

 

Taktyka i strategia najazdów i obrony

Charakter walk upowszechniony na tych terenach w 2. poł. XVII wieku czynił wsie małe miasteczka bezbronnymi wobec najeźdźcy. Regularne oddziały wojskowe, silne ogniem muszkietów i dział, wykorzystujące umiejętności inżynieryjno-saperskie, nie dawały chłopom żadnych szans i zdawały ich na łaskę bądź niełaskę żołnierzy. W 1. poł. XVII wieku, kiedy cierniem w oku miejscowej ludności były najazdy Tatarów oraz niepokoje ze strony grasujących band, odpowiednie zorganizowanie i ufortyfikowanie wsi mogło ją uchronić przed nieszczęściem: ludność przed śmiercią lub niewolą, a cały inwentarz przed spustoszeniem. Wspomniany Mikołaj Spytek Ligęza, dobry gospodarz a przy tym niezgorszy wódz wyciągając naukę z najazdu 1624 roku, rozpoczął prace fortyfikacyjne mające zabezpieczyć jego rzeszowskie dobra przed podobnymi zniszczeniami. Wedle uniwersałów Rzeszów, Głogów, Krasne i Świlcza miały stanowić drewniano-ziemne forteczki osłaniające się nawzajem, a zarazem chroniące przed zniszczeniem centrum gospodarcze dóbr i siedzibę pańską, Rzeszów. Etnograf i historyk Franciszek Kotula, w opracowaniach dotyczących warowni wzniesionych z inicjatywy kasztelana Ligęzy, wysuwał tezę, że musiały być one do siebie podobne, tak jak w rzemiośle, dzieła jednego majstra.

Zarządzenia obronne dla Świlczy

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności zachowały się dla Świlczy, wraz z Księgą wójtowsko-ławniczą, trzy artykuły ustawy wiejskiej dotyczące obrony wsi. Miały one charakter edyktów nakazujących sposobienie się do obrony: zaopatrzenie w broń palną i sieczną, kopanie rowów i sypanie wałów, stawiana parkanu dookoła wsi. Według drugiego prawa dla obrony Świlcza miała być ze wszystkich stron umocniona „na kształt miasta" i opatrzona warownymi wrotami podobnymi bramom miejskim.

 

Rowy, wały i parkany

Podstawową linię umocnień okalających wieś miał tworzyć:

[...] rów w głąb na trzy łokcie a wszerz na sześć łokci od pola. A wał ode wsi wzwyż na stery [cztery, przyp. A. Sz.], a wszerz zakładu na ośm [osiem, przyp. A. Sz.], a zawierka na stery łokcie. A na tem wale aby miał parkan na słupiech każdy, a słupy wiązane w kloce dębowe na wale. Żeby słupy nie w ziemi ale na klocach wiązane beły, a parkany na teble [drewniane belki, przyp. A. Sz.], a pobicie nad parkanem kalenicą, uwaloną w glinie, snopki z kłoci żytnej szurno łaty poczyniwszy, aby nie zaciekało. Tak żeby chłop z obu stron pod przykryciem kalenice się skrył przed deszczem.

[Ustawa 1628, s. 6]

Stanowiło to sporą przeszkodę dla atakujących, którzy chcąc zdobyć wieś musieli sforsować rów głęboki na 3 łokcie (tj. ok. 1,7 metra), wdrapać się na wał - kolejne 4 łokcie (tj. ok. 2,3 metra). Stanowiło to przeszkodę o łącznej wysokości 7 łokci (tj. ok. 4 m.). Musieliby następnie zrąbać solidny parkan, broniony z wyciętych w nim strzelnic. Spalenie parkanu było utrudnione. Daszek pokryty strzechą był dodatkowo wylepiany gliną. Podobnie przęsła - oblepione i pobielone wapnem. Wał, rów i parkan miały być uczynione przez każdego gospodarza na zagumniu, tj. za stodołami, przy końcu ogrodów. Aby chłopi nie mieli utrudnionego dostępu do ciągnących się dalej ról ustawa nakazywała:

 

A wrota każdy ma mieć dobre, dwoiste, z dziurami do strzelby na pole, na rolę swoją i mostek. A gdy trwoga albo gwałt zrzucić mostek i taki mieć, coby jedno na pole z gnojem i ze zbożem wyjechał i do stodoły wjechał.

[Ustawa 1628, s. 6-7.]

 

Kościół

Istotna rolę w systemie obronnym XVII-wiecznej Świlczy odgrywał kościół stanowiąc jakby wewnętrzną twierdzę (śródszaniec), w której schronienie znajdować miały kobiety i dzieci. Teren przykościelny (cmentarz) miał być obwarowany w formie „okopu", na wzór średniowiecznego gródka. Basztę miał zastępować świeżo wzniesiony kościół ŚŚ. Szymona i Judy. W wizytacji biskupa Wacława H. Sierakowskiego z 12 września 1745 roku znajduje się potwierdzenie takiego stanu rzeczy. Sierakowski pisał, że przy kościele i dzwonnicy kościelnej znajduje się:

Cmentarz dostatni parkanem na koło obwiedziony, miejscem poobalanym, daszkiem gontowym pokrytym, mający w sobie wrót dwoje i fortek trzy. Pierwsze wrota od wschodu słońca od wikaryi, na kunie żelaznej z wrzeciądzem i skoblem do kłódki, w tychże wrotach jest fortka mała na zawiasach żelaznych dwóch z wrzeciądzem zasuwającym się. Drugie wrota od zachodu z kuną żelazną, wrzeciądzem i skoblem do kłódki i u wrót takiż wrzeciądz. Item fortka ku plebanij, nowa na biegunie i wici drewnianej z wrzeciądzem i skoblem do kłódki.

[Sierakowski 1745]

Dla obrony forteczki przykościelnej, pan Ligęza obiecał dać działka i śmigownice (działko o kilku sprzężonych z sobą lufach), z których daleki ostrzał wspierałby obronę wsi. Aby obrona tego ważnego punktu była skuteczniejsza gromada świlecka miała zadbać o dwa kamienie prochu (1 kamień = 32 funty, tj. ok. 12,9 kg) i „chłopa do strzelania".

Dodatkowym wzmocnieniem obronnym Świlczy był z pewnością dwór. Szlacheckie dwory ze swej natury były miejscami obronnymi. Brak w ustawie wiejskiej jednoznacznej wzmianki, że w system obronny wsi wkomponowana była siedziba pańska, o niczym nie świadczy. Ustawa adresowana była do chłopów. Świlecki dwór stanowił południową basteję ufortyfikowanej wsi.

 

Uzbrojenie świleckich chłopów

Aby wykorzystać pełną wartość bojową wsi, ustawa przewidywała militaryzację chłopów. Kasztelan sandomierski Ligęza w obawie przed jej spustoszeniem, nadał poddanym, dość ryzykowne prawo posiadania broni:

Aby każdy z dymu, we wszystkiej Świnczy i Woliczy, tak kmieć jako i zagrodnik, młynarze i karczmarze wszyscy i rzemieślnicy, mieli kobeły wielkie rusznice takie, jako jest jedna u urzędnika we dworze, na ukazanie. Albo żeby każdy gospodarz miał z dymu sześć złotych sposobione na taką kobyłę kupić sobie. A pan pokaże, u kogo i kiedy ich kupić mogą. [...] gdyż nie zgubi tych sześci złotych żaden, bo za nie tę kobyłę będzie miał i z miartuchami swą własną. Które rusznice i kobeły do każdej rolej i do domu i do karczmy [...] mają być w te księgi przypisane do sumy. [...]. Do której kobeły ma mieć każdy kopę kul, coby wolno wpadały w rurę, z gęby dmuchnąwszy, za każdym strzeleniem, miartuch pierwej prochu, mając gotowy, wsypawszy. Item knot suchy i hubki każdy mieś ma i proch w rożku starty na mąkę do panewek u pasa. A kmiecie szable też mieć mają swoje.

[Ustawa 1628, s. 5-6]

Gospodarz posiadający dom („dym"), niezależnie od pozycji jaką zajmował w hierarchii wiejskiej (kmieć, karczmarz, zagrodnik, rzemieślnik) miał sobie sprawić rusznicę lub tzw. kobyłę (dużą strzelbę do obrony parkanów). Do tego nieodzowne było oporządzenie strzeleckie: kopa kul (60 sztuk) o odpowiednim kalibrze, rożek prochu i akcesoria do lontowego zamku (suchy knot, hubki i starty proch do panewek). Dodatkowo kmiecie, dla lepszej obrony i dla wyróżnienia ich wyższego statusu społecznego, mieli do walki stawać z szablami.

 

Ćwiczenia wojskowe i musztry

Dla podniesienia kwalifikacji bojowych obrońców wsi ustawa nakazywała przeprowadzać ćwiczenia zw. musztrami:

Ta ma bywać, na każde suche dni przy święcie, po mszy. Komu rusznica nie puści [nie wypali, przyp. A. Sz.], ma zaraz rusznicę położyć i nie brać jej od wójta, aż położy trzy grosze w puszkę [...]. A gdy trafi w cel tedy mu z tych pieniędzy z puszki dać trzy grosze zaraz tamże przy monstrze.

[Ustawa 1628, s. 8]

„Suche dni przy święcie" należy rozumieć jako określone terminy kwartalne (raz na 3 miesiące), w których odbywały się strzelania. (W Rzeszowie Ligęza nakazał mieszczanom ,,okazywania" strzeleckie raz w miesiącu). W ćwiczeniach militarnych i w obronie wsi mieli wyznaczone role dziesiętnicy, jak również ława wiejska i wójt, będąc dowódcami tego pospolitego ruszenia chłopów.

 

Wybrańcy

Nieco innym problemem, pozostającym jednak w kręgu spraw militarnych byli tzw. wybrańcy. Regulacja ich statusu oraz powinności zawarta została w dwóch artykułach ustawy wiejskiej. Byli oni przeznaczeni do pańskiego wojska. Ustawa polecała dziesiętnikom wiejskim doglądanie wybrańców:

[...] aby się uczyli strzelać, aby wytartą rusznicę, szablę, siekierę, ubranie wysmukłe, trzewiki, kapcie, magierkę, dwa funty prochu, kul pół kopy i w rożku tarty proch u pasa i knot suchy i hubki aby miał i na monstrę do dworu z niemi chodzieł

[Ustawa 1628, s. 3]

Wybrańcy rekrutowali się ze wszystkich kategorii chłopów: kmieci, zagrodników i komorników. W zależności od swego statusu pańszczyźnianego, za pójście na wybraństwo, mieli mieć odpisane część powinności na rzecz dworu. Tak więc kmieciowi odpisywano 3 dni z tygodniowej (6-dniowej) pańszczyzny, na czas wybraństwa. Zagrodnik, odrabiający pańszczyznę pieszą, w czasie gdy był wybrańcem miał być zwolniony zupełnie z powinności. Komornik wybraniec był na zawsze zwolniony z komornego, z wyjątkiem powabów żniwnych.

 

Warowna wieś

Mikołaj Spytek Ligęza wyznaczył wyraźny termin ukończenia prac fortyfikacyjnych ,,do god przyszłych" (tj. do Bożego Narodzenia). Zapewniała materiał na budowę (drzewo i wapno do pobielania) oraz zwolnił kmieci z pańszczyzny na czas robót.

Do dziś zachowały się drogi, przed którymi wzniesiony był wał i parkan. Ich lokalne nazwy - ,,Zapłocia"- potwierdzają fakt, że istniały tu chłopskie umocnienia.

Opracował: Artur Szary

 

Bibliografia:

  • Archiwum Archidiecezjalne w Przemyślu, sygn, 1739. Akta parafii Świlcza, t. II., s.153. Protokół wizytacji W. H. Sierakowskiego z 12 IX 1745r. [cyt.: Sierakowski 1745]
  • Rejestr poborowy ziemi przemyskiej z 1658, wydali Zdzisław Budzyński i Kazimierz Przyboś [w:] Polska południowo - wschodnia w epoce nowożytnej. Źródła dziejowe, t. I. cz. III., Rzeszów 2000
  • Ustaw dla wsi Świlczy i Woliczki z roku ok. 1628, wydali Adam Kamiński i Franciszek Kotula, Rzeszów 1948 [cyt: Ustawa 1628]
  • Franciszek Kotula, Obwarowania Rzeszowa i rozwój przestrzenny miasta w XVII-XVIII wieku [w:] Pięć wieków miasta Rzeszowa XIV-XVIII, pod red. Franciszka Błońskiego, Warszawa 1958
  • Franciszek Kotula, Chłopi bronili się sami. Reportaż historyczny, Rzeszów 1982
  • Władysław Łoziński, Prawem i lewem. Obyczaje na Czerwonej Rusi w pierwszej połowie XVII wieku, t. II. Wojny prywatne, Kraków 1957
  • Julian Nieć, Rzeszowskie za Sasów, Rzeszów 1938
  • Janusz Pajewski, Buńczuk i koncerz. Z dziejów wojen polsko - tureckich, Warszawa 1978
  • Józef Półćwiartek, Rewizja generalna ziemi przemyskiej części zasańskiej. Materiały do dziejów rzeszowskiego w archiwach i bibliotekach Lwowa od XIV do połowy XIX wieku [w:] Prace Humanistyczne Rzeszowskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk , R. VII. nr 7, Rzeszów 1975 [cyt.: Rewizja 1713]

 

 obwarowana_swilcza.jpg

  Widok obwarowanej Świlczy i kościoła od strony zachodniej. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

  

tatar.jpg

Tatar. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

 

  

swilecki_kmiec.jpg

 Świlecki kmieć uzbrojony w rusznicę i szablę. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

  

 strzelanie_w_swilczy.jpg

 Strzelanie zza parkanu. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

 

parkan_w_swilczy.jpg    

 Parkan, wał i rów. Oprac. A. Szary, rys. Wł. Kwoczyński

 

owalowania_w_swilczy.jpg

 

Przekrój obwałowań. Oprac. A. Szary, rys. D. Berłowski

 

 

obwalowania_swilcza.jpg

 

 Rekonstrukcja obwałowań. Oprac. A. Szary, rys. D. Berłowski